Na ,,Mam Talent” po raz hmm… 10? :D

Witam witam i o zdrowie pytam. U mnie spoko, dzisiaj się nawet wyspałam. Z przytupem zaczynamy nowy sezon o nazwie ,,Szalony Kapelusz”, a oto nowe logo, chujwieco wymyślone na potrzeby właśnie tego sezonu. Bijacz!

szalony kapelusz

Jeny jak ja uwielbiam te moje paintowe obrazki … no!

Nowy sezon będzie między innymi o cieszeniu się z życia. To jest dla Was, a także i dla mnie taka nauka życia, brania z niego jak najwięcej. Będzie tym razem trochę o mnie, a bardziej o tym, co ja robiłam, niż moje własne przemyślenia. Więcej o tym sezonie w poprzedniej notce. Tymczasem, klasycznie zaczynamy nowy wpis!

Jak nazywa się orka, która sika?

- Sikorka.

Aaa i to był mój sekret, to było moje odliczanie, ale szybko minęło, jak zwykle. Te dwa dni normalnie wzięły bum i zniknęły, co nie oznacza, że nie było fajnie… ba… zajebiście.

6-7 czerwca, już po raz 10, na jubileuszowej edycji, bo również 10 zasiedliśmy na widowni do programu ,,Mam Talent”. Na te dni czekam bardziej niż na Boże Narodzenie, to jest nasza wieloroczna już, bo aż od 2013… tradycja rozpoczęcia lata. Tym razem z ekipą w której była tylko jedna osoba zasiadająca już na widowni ruszyliśmy. Gdańsk był jako pierwszy. Straszliwie nie mogłam się doczekać. Zauważyłam pewną zależność, że ja bardziej już przychodzę oglądać talenty, lub nietalenty… niż przyglądać się Agnieszce Chylińskiej, co nie oznacza, że przestałam być jej fanką. Bardzo mnie to ucieszyło, że 2 dnia mogłam z nią zamienić dwa zdania i przybić piątke. Małe rzeczy, a choć psychofanem nie jestem <od 2015> to cieszą :D.

foch4ever.blog.plmamtalent

Uwielbiam tą naszą tradycje, poznawanie nowych ludzi, nowych osób… nowe talenty, ciekawe anegdoty jurorów. Niestety nie mogę mówić o uczestnikach programu, ale cukiereczki, jak zwykle są. Pewna rzecz nawet przebiła świnię, co srała na scenie w 2014 roku. W sumie mam traume po dziś dzień.

Kocham te dni, bo są wyjątkowe. Właśnie w te dni udowodniłam, że honor i przyjaźń są bardziej opłacalne niż cokolwiek. Ale to już moja prywatna sprawa :). Udało nam się zrobić zdjęcie z kierownikiem planu Gustawem, a mojemu koledzie autograf Marcina Prokopa. Na następny sezon i ja przyjdę z jego książką po autograf! Nie ma bata :D Tradycji jednak nie było i staliśmy dużo krócej niż parę lat temu. Co mnie w sumie cieszy. Pogoda dopisywała średnio, a ta edycja na pewno była zupełnie inna, niż wszystkie inne do tej pory. I właśnie wtedy zdałam sobie z czegoś sprawę…

foch4ever.blog.plgustawmamtalent

Patrząc na tych wszystkich występujących ludzi, tych którzy dostali 3 razy na nie… albo na tak, zdałam sobie sprawę, że oni robią coś pozytywnego. Po prostu cieszą się życiem, kochają to co robią i sprawia im to przyjemność. Dlatego właśnie teraz mamy nowy sezon. Kochajmy życie, bo jest tylko jedno! Pozdrawiam -> Beatrycze.

Kończymy sezon ,,Wesoła Stokrotka” -> podsumowanie!

Hejka hej hej hej SIEMA!

Dzisiaj tak sobie już od  rana myślę o czym by tutaj dla Was napisać. Kiedyś pisałam oceniając innym, ale zdałam sobie sprawę, kim ja do cholery jestem, aby oceniać innych. Jak coś jest chujowe to jest i będzie. True.

No i tak w sumie z tego mojego bloga jest jeden wielki mętlik, staram się moje życie osobiste opisywać minimalnie, ale wiadomo czasami coś się zdarzy, co aż prosi o opisanie… ale jak sobie gapie na blogi/vlogi innych zajebistych ludków to mają taki sam burdel jak ja więc tam się nie przejmuje. A jak nie mają burdelu to mają takie blogi, że czytam 6 raz i nic ni chuuuia nie rozumiem. Także ten. No ludzie przekaz ma być w blogu, a nie jakaś polonistyczna metafora rodem z wierszy romantycznych!

Także wpadłam na pomysł, aby skończyć raz na zawsze z sezonem ,,Wesoła Stokrotka”. Wiosna w pełni, zaraz lato, więc czas na nowy, nowiutki sezonik. A teraz tradycyjnie małe podsumowanie!

Motywem przewodnim ,,Wesołej Stokrotki” było budzenie się do życia, czy się obudziliśmy to nie wiem, ale na pewno alergia moja to się zdążyła wybudzić na dobre. Starałam sie dobierać notki, ale czasami schodziłam z tematu, Ci co mają bloga zrozumieją, ze to nie takie łatwe… a więc pisaliśmy o:

No przede wszystkim o wiośnie, wszystko budziło się do życia, o ogniskach, było również o nudnych świętach wielkanocnych. Jedną z największych aktywności miał chyba wpis o grach planszowych, było o diecie i zmianach, Forever Child – czyli o byciu wiecznym dzieckiem o szukaniu pracy idealnej i o szybko, bądź wolno mijającym nam czasie. Czy się wybudziliśmy do życia? Ja tam nie narzekam!

Nowy sezon zwał się będzie Szalony Kapelusz. Będzie tym razem o cieszeniu się z życia. Ten sezon ma Was nauczyć, ale także i mnie, że trzeba się nie tylko rozwijać, ale cieszyć z każdej chwili, która nas otacza. Dlaczego kapelusz? – zauważyłam, że często w kapeluszach chodzą indywidualiści, ludzie, którzy znaleźli własną drogę, tor i naprawdę umieją się cieszyć z życia, z każdej chwilii. Taka metafora z dupy wiem.

Będzie mniej więcej o… różnego rodzaju wyjazdach, o tym jak spędzać czas, gdy jest się samemu, jak spędzać czas podczas burzy, będzie o tym na co czekałam ostatnio <Sekret> będzie o wyglądzie, indywidualiźmie… o kilku ciekawych filmach, o charakterach o gotowaniu, kobiecości … wszystko z perspektywy szalonego człeka, czyli mnie. Również będą tym razem 2 notki o problemach współczesnego świata. ZAPRASZAM!

A może Wy macie pomysły dla mnie na nowe wpisy? Pozdrawiam -> Beatrycze.

 

 

Urodziny.

Witam wszystkich w pierwszej notce, trzeciej już serii o nazwie ,,Złowrogi Balonik”. Zastanawiam się, czy to nie powinna być pierwsza seria czegoś zupełnie nowego, ale zdecydowałam się na kontynuacje. Szczerze jest mi cholernie ciężko, bo strasznie Wam mieszam w głowie. Raz piszę o tym, raz o czymś innym, bez ładu i składu. Kiedyś oceniałam innych i w sumie tylko to robiłam, ale zdałam sobie sprawę, kim ja do cholery jestem, żeby oceniać czyjąś pracę, nawet jeśli mi osobiście wydaje się ona chujowa.

Tak jak mówiłam będę teraz cisnęła tutaj mój natłok emocji. Więc nie piszcie, że za dużo przekleństw. Nie czytajcie, a uszanuje. Chcę mówić co mam w serduchu, chcę być szczera, a nie pitolić wiersze, których pisać nie umiem.

Jak nazywa się ubikacja jednookiego potwora?

- cyKLOP :D

foch4eversezon3

Skąd się więc wzięła nazwa? Spróbujcie wymówić słowo BALONIK w taki sposób, żeby było wrednie. No się nie da, podobnie jak z bąbelkiem. I ja się czuje jak taki właśnie balonik. Już nie chodzi o moją tuszę, po nieudanych próbach stworzenia idealnej frytki…. ale chodzi o to, że ja się czuje jak ten jebany balonik.  Bo czasem chcę być zła. Ale nie potrafię, no nie umiem. Nawet nie wiecie do końca jak ja wyglądam, to sobie wyobraźcie Zuzanne Borucką <- kliknij, aby zobaczyć jak Ona wygląda., która nawala się z dresami. Tak się czuje, gdy jestem na kogoś zła. Coś jak wściekły jednorożec z My Little Pony. Dlatego jestem Złowrogim Balonikiem… i się mszczę… ale jeszcze nie wiem na kim!

Ale wróćmy może do dzisiejszej notki…

Urodziny. Każdy z nas je ma, obchodzi, czy nie, no ale posiadamy jakąś tam datę urodzin i w sumie jakkolwiek byśmy się schlali i tak będziemy ją pamiętali. Ale wiecie co, ja osobiście tego dnia nienawidzę. Strasznie.

To jeden z trzech moich najgorszych dni w roku… okresów wraz z Sylwestrem i Wielkanocą zajmuje aż drugie miejsce. Głównie dlatego, że tak jak z tymi dwoma nie wiem jak mam się zachować tego dnia. Nie umiem się zachować jak solenizantka. Kiedyś oglądałam film, jak ziomek był tak zapracowany, że zapomniał o swoich urodzinach, a ja Wam powiem, że się tak nie da, tak samo jak myślałam, że zapomnienie o urodzinach bliskiej osoby, jak to bywa również w filmach jest nierealne, jednak tu się myliłam, bo raz miałam taką sytuacje. Nie była przyjemna, ale chociaż nie musiałam świętować. Nienawidzę tego uczucia jak śpiewają mi sto lat. Nie wiem co mam robić, wstać, siedzieć, śpiewać z nimi, klaskać, drapać się po głowie, czy może zacząć piec gofry.

Chyba najbardziej wkurzającą ,,rzeczą” jest to, jak Ty komuś co roku kupujesz prezent, bo uważasz, że tak jest zajebiście, a ta osoba nawet życzeń Ci nie złoży. Troszkę to boli, bo zawsze sugerowałam się tym, żeby się w jakikolwiek sposób odwdzięczać. W tym roku zrobiłam ciut inaczej, może nie uwierzycie, ale każdego mojego znajomego, no trochę bardziej bliższego niż te same twarzyczki Facebookowe obdażyłam jakimś prezentem. Malusim. Jest to liczebność jedenastu mordek i z ciekawości chcę zobaczyć ile z tych jedenastu mordek chociażby będzie pamiętało o moich urodzinkach.

Nie, nie mam dzisiaj urodzin, mam jedenastego lutego i najchętniej zamknęłabym się w szafie na klucz i nie wychodziła, bo jak wyjdę Ci wszyscy ludzie z fejsa będą mi składali życzenia. Nikt nie będzie miał czasu i nikt do mnie nie wpadnie bo nie wypada przeszkadzać w świętowaniu czegoś, czego nie świętuje bo nikogo nie ma. Także ten no… przechodząc do setna, nie chcę imprezy, bo nie jestem typem imprezowicza, chcę świętego spokoju i dużo ciastek Oreo.

A czy Wy lubicie swój dzień urodzin? Kiedy je macie?  Pozdrawiam -> Beatrycze.