Na ,,Mam Talent” po raz hmm… 10? :D

Witam witam i o zdrowie pytam. U mnie spoko, dzisiaj się nawet wyspałam. Z przytupem zaczynamy nowy sezon o nazwie ,,Szalony Kapelusz”, a oto nowe logo, chujwieco wymyślone na potrzeby właśnie tego sezonu. Bijacz!

szalony kapelusz

Jeny jak ja uwielbiam te moje paintowe obrazki … no!

Nowy sezon będzie między innymi o cieszeniu się z życia. To jest dla Was, a także i dla mnie taka nauka życia, brania z niego jak najwięcej. Będzie tym razem trochę o mnie, a bardziej o tym, co ja robiłam, niż moje własne przemyślenia. Więcej o tym sezonie w poprzedniej notce. Tymczasem, klasycznie zaczynamy nowy wpis!

Jak nazywa się orka, która sika?

- Sikorka.

Aaa i to był mój sekret, to było moje odliczanie, ale szybko minęło, jak zwykle. Te dwa dni normalnie wzięły bum i zniknęły, co nie oznacza, że nie było fajnie… ba… zajebiście.

6-7 czerwca, już po raz 10, na jubileuszowej edycji, bo również 10 zasiedliśmy na widowni do programu ,,Mam Talent”. Na te dni czekam bardziej niż na Boże Narodzenie, to jest nasza wieloroczna już, bo aż od 2013… tradycja rozpoczęcia lata. Tym razem z ekipą w której była tylko jedna osoba zasiadająca już na widowni ruszyliśmy. Gdańsk był jako pierwszy. Straszliwie nie mogłam się doczekać. Zauważyłam pewną zależność, że ja bardziej już przychodzę oglądać talenty, lub nietalenty… niż przyglądać się Agnieszce Chylińskiej, co nie oznacza, że przestałam być jej fanką. Bardzo mnie to ucieszyło, że 2 dnia mogłam z nią zamienić dwa zdania i przybić piątke. Małe rzeczy, a choć psychofanem nie jestem <od 2015> to cieszą :D.

foch4ever.blog.plmamtalent

Uwielbiam tą naszą tradycje, poznawanie nowych ludzi, nowych osób… nowe talenty, ciekawe anegdoty jurorów. Niestety nie mogę mówić o uczestnikach programu, ale cukiereczki, jak zwykle są. Pewna rzecz nawet przebiła świnię, co srała na scenie w 2014 roku. W sumie mam traume po dziś dzień.

Kocham te dni, bo są wyjątkowe. Właśnie w te dni udowodniłam, że honor i przyjaźń są bardziej opłacalne niż cokolwiek. Ale to już moja prywatna sprawa :). Udało nam się zrobić zdjęcie z kierownikiem planu Gustawem, a mojemu koledzie autograf Marcina Prokopa. Na następny sezon i ja przyjdę z jego książką po autograf! Nie ma bata :D Tradycji jednak nie było i staliśmy dużo krócej niż parę lat temu. Co mnie w sumie cieszy. Pogoda dopisywała średnio, a ta edycja na pewno była zupełnie inna, niż wszystkie inne do tej pory. I właśnie wtedy zdałam sobie z czegoś sprawę…

foch4ever.blog.plgustawmamtalent

Patrząc na tych wszystkich występujących ludzi, tych którzy dostali 3 razy na nie… albo na tak, zdałam sobie sprawę, że oni robią coś pozytywnego. Po prostu cieszą się życiem, kochają to co robią i sprawia im to przyjemność. Dlatego właśnie teraz mamy nowy sezon. Kochajmy życie, bo jest tylko jedno! Pozdrawiam -> Beatrycze.

URODZINY BLOGA! -> NOTKA SPECJALNA -> AGNIESZKA CHYLIŃSKA SPOTKANIE AUTORSKIE cz.2

Witam. Mówiąc Wam wielkie heja, zapraszam na dość obszerną notkę o tym, o tamtym o dupie marynie bez marmolady! Yeah.

Na początku szybko chciałam dodać, że nasz blog skończył właśnie trzy latka! Trzy to dużo, umiemy już ładnie jeść, ale buraczki wciąż lądują na obrusie. Nadal się rozwijamy, wiele się zmieniło, nie chcę o tym pisać, bo zasnę na klawiaturze, ale chciałam to podkreślić, że moim małym marzeniem jest, aby to moje małe hobby było i czymś wielkim dla mnie i czymś nowym dla Was.20151123_191334 Miejsce przepaści, gdzie mamy w dupie wszystko oprócz humoru, uśmiechu na twarzy i żelek <bo kto nie lubi misiożelków>. Zapraszam od dziś, co weekend na zaperającą dech w piersiach <albo chociaż brodawkach, jak to u mnie bywa> notkę na Foszku, na odmienonym i wciąż odmieniamym blogu! Tym samym dziękuje wszystkim, za to, że czytacie, że komentujacie, że jesteście i że jest zajebiście. Wielki szacun, bez Was i bez literek nie ma bloga. Dziękuje A… za to, że się nie zacina, B… za zajebistość, C… za prezent na święta… itepe.

Kiedyś pisałam, że fajnie jest mieć Idola. Bo można patrzeć na Jego życie i sterować swoim, może nie dokładnie, ale branie przykładu, szczególnie tego pozytywnego nie jest niczym złym. W części pierwszej opisywałam swój stosunek do Agnieszki, napisałam, że faktycznie moim marzeniem jest móc mieć z Nią zdjęcie i autograf, ale to nie jest najważniejsze. Najważniejsze jest to co ma się w sercu i to co się czuje, a nie autograf, czy jakieś zdjęcie.20151126_182621 Znam jeszcze dużo Fanów, którzy nie mają autografu i zdjęcia. Czy są gorsi? Nie sądzę… nawet jestem twierdzenia, że są wytrwalszymi Fanami od niektórych ze zdjęciem. Jednak pomimo tego, że wciąż tak właśnie widziałam to moje marzenie ,,spotkania Agnieszki” to jednak wciąż było… powtórzę się… moim marzeniem. Bardzo się cieszyłam, że mogłam tego dokonać. Podróż do Warszawy w zimnym listopadzie jest męcząca, wieje i nijak ma się do wakacyjnych podróży. Na dodatek korki, spóźnienie, nawalenie GPS’a. Jeśli uważacie, że macie pecha, pomyślcie o mnie! Gdy mi ciastko spada, przejeżdża go tramwaj, porywają mnie obcy i sprzedają za Liona.

Tak czy siak do Empika dotarłam jakies pięć minut po godzinie o której się to miało zacząć<godzinę po planowanym przybyciu -> efekt picia herbatki i sikania>.fdfdf Gościu gadał przez mikrofon, wbijamy się, pyta skąd jesteście, a my się drzemy… Z GDAŃSKA! Tak oto kilkadziesiąt oczek spojrzało prosto na nas… rozczochranych Pomorzanów, którzy wyglądali, jakby się wcześniej topili w tym Bałtyku. Ale nie pomijajmy faktów, przedtem spotkaliśmy bandę porytych zajebistością ludzi <mam nadzieję, że nie zaszlachtują mnie za te stwierdzenie> ludzi, którzy tak jak ja, albo i nawet bardziej kochają Agnieszkę i wspólnie czekali na spotkanie z Nią. Było mega super <mega super to określenie na wszystko w moim języku „Jak smakuje babeczka? – mega super.”> móc zrobić sobie tą wyjątkową fotę i dać do podpisu trzy książki. Agnieszka bardzo długo czekała, aby móc sobie zrobić ze mną zdjęcie.eeee - Kopia Wreszcie spełniło się Jej marzenie <Siwa, musiałam naszą konwersację wpleść do notki, genialna :D >. Może i byłam zmęczona po podróży, może i wydałam całą kasę zaoszczędzoną na tatuaż, może wyglądam na zdjęciu jak Gracjan Roztocki po przeszczepie obu nerek, ale było warto. Może przy Agnieszce gadałam bzdury <głównie o Steczkowskiej… nie pytajcie dlaczego, bo nie wiem> ale naprawdę warto spełniać swoje marzenia, nawet te niewielkie bo po to się żyje. Ta wyprawa była dla mnie taką wielką małą przygodą. Bardzo się cieszę, że mogłam tam być cieszę się również, że Agnieszka podpisała książkę z dedykacją specjalnie dla Beatrycze <tak Beatrycze to wciąż ja, nie… nie mam tak na imię, Beata też się nie nazywam… muszę wymyślić jakąś zwięzłą historyjkę skąd się ta nazwa wzięła> :D.

Tak czy siak ładnie podsumowując spełniajcie swoje marzenia, bo warto. Nawet te najmniejsze. Bo po to jest właśnie życie. A ja jeszcze raz dziękuje wszystkim, którzy czytają mojego bloga! Pozdrawiam -> Beatrycze.

NOTKA SPECJALNA – Agnieszka Chylińska -> kiedy powie sobie dość cz.1

Cześć i czołem… kluski z rosołem. Wprawdzie nie lubię ani klusek, ani rosołu, więc i ich kombinacja nijak mi smakuje, dlatego dzisiaj napiszę o kimś, kogo najbardziej szanuje za twórczość. Panie, Panowie i inne jednostki z planety Mars… Beatrycze przedstawia… Agnieszkę Chylińską w wyjątkowej dla mnie, choć długiej notce!

Agnieszka jest to postać, o której często wspominałam w notkach, jest to moja główna Idolka, którą naprawdę cenię sobie, chociaż Jej fanką długo nie jestem, ponieważ niespełna dwa lata, coś jak powstanie Foszka. Sama postać Beatrycze, jest w jakimś tam stopniu związana z Agnieszką, ale nie o tym dzisiaj…. A więc jak to się zaczęło?

 

Agnieszkę kojarzyłam od kiedy pamiętam. „Winna” i „Kiedy powiem sobie dość”… dwa kawałki, które kojarzyły mi się z Agnieszką najbardziej. Była dla mnie wytatuowaną jednostką, której jedynym argumentem było „kur*a mać” na wszystko co powie każdy. Kojarzyła mi się z wulgarną chłopczycą, która miała wszystko tam gdzie słonko nie dociera. A przynajmniej nie próbuje dotrzeć. Cała jej wielka paplanina nie miała dla mnie większego znaczenia. Później się czytało na pudelku o komercji, ale dla mnie Agnieszka była pomiędzy Edytą Górniak a Dodą i nie ruszało mnie to w ogóle. Fanką byłam jednak samego programu „Mam Talent”. Lubię się śmiać i oglądałam odcinek po odcinku, co pozwalało mi odkryć w jakiś tam sposób Artystkę. Tu w ciąży, tam z jakąś kiecką, powoli tworzyłam sobie Jej wizerunek.

,,Bunt wynika z tego, że nie znasz życia. buntujesz się przeciwko temu, co zauważasz i czego nie potrafisz zrozumieć. Kiedy zaczynasz wszystko rozumieć, mówisz: „Aha!” i masz siedemdziesiąt lat. Nie chcę dożyć momentu, kiedy w moim życiu wszystko będzie jasne.”- A.Chylińska

Zwrot o 180 stopni miał miejsce, kiedy Artystka przefarbowała się na blond… wtedy jeszcze ciemny. Pierwsze słowa, jakie wydobyły mi się z ust to „Boże widzisz, a nie grzmisz”. Chylińska w blondzie, to jak ciemnowłosa Doda <kto wie>. Świat szołbizu przewraca się do góry nogami. 5 edycja programu Mam Talent… Agnieszka po raz pierwszy w blondzie. Śmieje się, jest wyluzowana. To ta sama Aga… czyli wniosek: jak piznę sobie na różowy, dalej będę tą samą Doris? Choć faktycznie nie zmieniłam sobie koloru włosów zauważyłam, że nie ma to większego znaczenia. Propaganda wokół Agnieszki rosła. Kolorowe tatuaże, ciekawsze fryzury… trzecie dziecko. O co tu chodzi? Najpierw śpiewa, że różowy kolor to tandeta, wyśmiewa nauczycieli plując im w twarz, a teraz sama ubiera te sukienki i napisała książkę dla dzieci. Co się dzieje? Przez ten czas przyglądałam się tym całym obyczajom Artystki. Zastanawiałam się, o co tu kurczę chodzi. Jako wielka fanka programu postanowiłam sobie:

 ,,Jak będzie kolejna edycja pójdę na widownię, nie wiem jak to zrobię, ewentualnie wyważę okna”


Okien nie wyważyłam. W lutym dokonałam dosyć nieprzemyślanego zakupu książki „Zezia i Giler”. Jest to książka dla dzieci, którą wydała rok wcześniej. Nie spodobała mi się i odłożyłam ją na półkę, gdzie zanikła kurzem. Agnieszka wtedy jeszcze moją Idolką nie była. Wprawdzie interesowałam się Jej postacią, ale jakoś do mnie nie przemawiała. Cały przełom nastąpił, gdy pierwszy raz poszłam na widownię, totalny „szybkistrzał”, prawie poszłam w kapciach, odwaliłam się jak do teatru… a tu wszyscy w jeansach. No i dupa. Ale fajnie było, emocje niezapomniane. To właśnie ta chwila sprawiła, że zaczęłam się z dnia na dzień interesować Artystką bardziej. Nowe informacje, nowe przedmioty, płyty, muzyka. Tak to się zaczęło. Przyjaciele zaczęli ode mnie odchodzić, a otwarte rany zamykała muzyka Agnieszki. FB_IMG_1434310468277Z czasem miałam wrażenie, że jedynie O.N.A… mnie rozumie :). Zaczęłam żałować, że nie byłam nastolatką w latach 90′ , nosić bransolety, czarne ubrania, czytać wszystko co związane z Artystką. Mój charakter zmienił się o 360 stopni. Zamiast różowej myszki śpiewającej piosenki z animowanych filmów Disney’a zaczęłam słuchać głośnego łomotu i słyszeć jedynie matczyne „Dorota wyłącz to gówno, no ileż można?!”. Oczywiście buntownicza ja pozostała i nie wyłączyła łomotu, który przerodził się w moją własną historię. Chciałam wykrzyczeć! Ludzie ja tu jestem, ja się śmieje, a w środku, choć mam bebechy tak jak Wy wszyscy, też mam serce i mnie się szanuje, a nie zostawia niczym pudełko po Monte w śmietniku. Czułam się totalnie odrzucona przez społeczeństwo, inna, nielubiana, nie mogłam odnaleźć własnego ja… nie wiedziałam kim jestem, ani kim chcę być na tym świecie. Jedyną myślą było samobójstwo, którego motyw pojawiał się jako coraz to częściej w moich opowiadaniach. A radosny „Foszek” dalej trwał i miał swoją działalność <w tej chwili właśnie wiecie, dlaczego nie piszę o sobie>. Dzięki Agnieszce poznałam w internecie Laurę- dziewczynę, której zaufałam , ale później się na niej mocno zawiodłam, a także Rikę, którą mam nadzieję, że poznam w tym roku na koncercie w Bydgoszczy. Cieszyłam się, że raz do roku mogłam widzieć Idolkę w programie, smutno mi było, że nie mogłam wziąć udziału w żadnym z koncertów, aż do 2.05.2015 roku kiedy to pojechałam do Wrześni. Kolejny spontan. Spaliśmy w samochodzie… wiem, brzmi strasznie tanio, ale mówię Wam, czad na kółkach! :D Dosłownie i w przenośni. Tam też avatary z Facebookowych kont pojawiły się w postaci prawdziwych ludków, których, choć widziałam pierwszy raz w życiu, miałam wrażenie, że widzimy się po raz setny. Mega zwariowani ludzie, którzy mają podobne zainteresowania i nie dodadzą „przestań już gadać o tej Chylińskiej..!”. Wspaniały wieczór, którego nigdy nie zapomnę. No i tam też poznałam kogoś bardzo wyjątkowego, ale tego już nie będę Wam zdradzała i pozostawię dla siebie. Możecie się jedynie domyślać :). Później zdarzyły się rzeczy tragiczne. Śmierć pewnej bliskiej mi osoby, która zawaliła wszechświat przyjacielski… miałam wrażenie, że nikt nie miał dla mnie czasu, a choroba... głębokie zapalenie krtani gardła trwała ponad miesiąc. Kuracja była niemiłosiernie bolesna i fizyczna i psychiczna. Nie mogłam nic mówić, jeść, pić ani spać, a na dodatek problemy psychiczne rozwalały mnie od środka. Na szczęście wszystko minęło, może nie ożywiliśmy małej istotki o również moim imieniu, ale zaczęłam się bardziej zastanawiać nad moim życiem.


I teraz już rozumiem o co chodzi Agnieszce. Człowiek się zmienia… na początku byłam różową księżniczką Disney’a, później sierotką Marysią, następnie buntowniczą odmianą siebie a teraz… teraz myślę, że wreszcie odnalazłam siebie… uśmiechniętą, zdrową kobietę, która czeka na to, co przyniesie jej los. Może i ludzie mówią, że wciąż jestem dzieckiem, choć dorosłym, ale wiecie co? Ja mam to gdzieś, jestem dzieckiem i byłam. Wolę być sobą niż najlepszą kopią kogokolwiek. A już w listopadzie dziaram sobie pierwszy napis „Forever Child”. I wiecie co? Tak mi dobrze. Pozdrawiam -> Beatrycze.

FB_IMG_1434048694182

Konstruktywna recenzja „One Direction”

Witam serdecznie. Zawsze chciałam zrobić jakieś mega wejście, ale mi nie wychodzi, wybaczcie. Jak już wspomniałam w komentarzu pod poprzednią notką spróbuje napisać recenzję na temat tego zespołu <o którą już jakieś dwie osoby mnie prosiły, fajnie że interesują Was moje notki ;) > , próbuje… bo nie jest to wcale takie proste, kiedy nie zna się tego zespołu, a więc przez chwilę musiałam się wczuć w typową Directionerkę <czy jak to się piszę> aby co nieco tu wiedzieć :). Zapraszam…!

Łan łej aronada <oranżada> ajm gona fanja ajm gona geczi geczi geczi…

Chyba lepiej nie da się Ich zapowiedzieć. To jest pierwsza <i jedyna piosenka jaką znam>, piosenka jaka mi się nasuwa gdy o nich myślę. Oglądam sobie ten teledysk po raz pierwszy <wcześniej słyszałam to w radiu, Viva… wiecie > i sobie uświadamiam, że nie tylko ja jestem taka <przepraszam za słowo> pojebana. I nie tylko ja posiadam czerwony nos clowna. Tak! Piosenka całkiem całkiem, wchodzi w ucho <nawet takiej osobie jak ja, a wiecie… że kocham Polskie piosenki>. Chłopaki mają dystans do siebie, a to lubię. Piosenka porywcza, mega radosna, optymistyczna… ciekawa. Plus dla nich za to. Serio. Nie mam czego się przyczepić. Pięciu chłopaków, którzy całkiem fajnie się bawili robiąc ten teledysk.Ciężko byłoby mi ich pewnie rozróżnić, bo twarzyczek raczej nie mają jakoś rozpoznawalnych, ale moim zdaniem są w randze znacznie wyżej niż Justin Bieber, który jakoś specjalnie nie urzekł mego serca swoją piosenką. <tu wyczuwam hejt i ból dupy ze strony osób które go lubią, ale moja recenzja była poparta argumentami więc możecie mi skoczyć ~wchodzę w stronę złaaaa!>

Pewien kawał czasu temu poznałam dziewczynę. Eee…yyy… nie w takim sensie XD. Tak, była w moim wieku i całą drogę napierdzielała mi non stop o tym zespole. Ja już po 10 minutach się wyłączyłam, bo Bosz… ile można słuchać. I tu zamyka się koło <spoko, mam nadzieję, że tego nie czytasz, a jak tak to mam przesrane>. Dlaczego przeciętny Jan Kowalski mający spoko wi-fi <*spoko, znaczy nie na korbkę> nie toleruje 1D? No bo większość, owszem nie wszyscy, ale większość ich fanów im to robi. Nie wiedzą o tym, ale sami, stając się upodobnieniem do nich, robiąc to co oni i kupując sobie piórnik, ołówek, poduszkę, taśmę do klejenia i buty zespołu 1D stwarzają nie tylko dla siebie, ale i dla samego zespołu zagrożenie zła nazwa… wiochę. Ja rozumiem, to jest dla ludzi, okej. Ale są jakieś granice. Gdy weszłam do pokoju osoby <sory Zuza> o której wcześniej wspomniałam myślałam, że padnę. Wszystko, dosłownie wszystko z 1D! Książki, plakaty, laptop z naklejką, prześcieradło i reszta pokoju była upodobniona z fanką tego zespołu. Rozumiem. Ja też mam swojego idola, mam plakaty, jakieś tam zdjęcia, płyty… ale mam to tak usytuowane, że jednocześnie widać, kogo jestem fanką i czym się interesuje, ale nie na wszystkim i nie na pierwszy rzut oka. Podkreślam, że ma ona 17 lat i mogłaby choć troszkę przystopować.Nie wiem czy ona wie, ale te wszystkie rzeczy robią dla zysku Chińczycy, bo to się sprzedaje. Tyle. Marketing podstawowy. Czyli kup to i idź w pizdu!

Osobiście nie wiem, dlaczego ludzie tworzą te fandomy. Directioner..? Moja mama pewnie by tego nie wymówiła <później sprawdzę XD> . I te opisy na asku… Directioners, Belieber i jeszcze 10 innych w opisie. Kobieto…facecie zdecyduj się! Z takim nastawieniem pokazujecie, że nie interesują Was własne losy, tylko… a właściwie wyłącznie losy Twoich idoli, których raczej na osobności nie poznasz. Może kiedyś, na koncercie <czego Wam osobiście życzę, bo moje spotkanie z własną idolką było czymś mega zajebistym>. Nie chcę na siłę ciskać hejtem. Do zespołu, jak już wspomniałam nic nie mam, do Was <fanów 1D> też nie, tylko czasami warto się zastanowić, co robicie z własnym życiem. Oni powinni być motywacją dla Was, a nie całym Waszym życiem. A Wy co myślicie o tym zespole? Dajecie plusa (+), czy minusa (-) ? Piszcie w komentarzach. Zobaczymy czego będzie więcej. Pozdrawiam -> Beatrycze

 

Dziwne marzenia.

Witam. Czasami sobie siedzę na kiblu i mnie natchnie na notkę, a jak już zrobię swoje, założę nową rolkę papieru i przysiądę przed lapkiem, już wszystko mi umyka i muszę przejrzeć milion bestów, demotywatorów i wiochy, aby wpaść na coś ciekawego. Tym razem notka będzie trochę inna, bo będzie <co niezbyt często się zdarza> o mnie. Tak. Możecie się dzisiaj ze mnie śmiać, bo notka będzie pojebana, lecz prawdziwa… a tym zwięzłym komentarzem chciałabym podkreślić iż mamy dzisiaj tłusty czwartek. A że ja nie lubię pączków <dziwna jestem, wiem > pozdrawiam wszystkich zrzucających kilogramy :). A więc do czytania.

Dzisiaj chciałabym przedstawić listę moich dziwnych marzeń.  Wiadomo, niektóre z nich się spełniły, ale że nie mam bloga w którym bym gadała ile to razy byłam siku i kiedy jadłam banana, pozwólcie, że dzisiaj taka notka. Zapraszam.

Jednym, a zarazem największym marzeniem od dwunastoletniej „ja” było napisanie książki. Fakt. Mam małe problemy z ortografią, a ludzie lubią mi to przytykać na jutube <tu mam czerwoną Panią kreseczkę>, ale lubię pieprzyć nie od rzeczy. Co bym napisała w pierwszej wydanej przez siebie książce? Na pewno byłaby to historia o kopciuszku, który się puszcza bo nie ma na kieckę. Mówię serio. Opowiadanie już się piszę :o

Co łączy moich dwóch idoli. Obaj napisali książkę… nieee o to chodzi. Obaj pracują w radiu. Jedno w ZET’ce, a druga w RMF’fm <szczerze mówiąc wolę to drugie radio>. Zawszę chciałam wygłosić audycję radiową. Poruszyć temat stojaka na orzecha, czy przeciwników gry w „Sims’y”. Ponoć jest fajnie!

Jednym z moich najbardziej popierdolonych marzeń było… zjechanie ze stołu „Wydarzeń”. Mają taki zajebisty stół, ciekawe, czy jest ślizgi? Może wiecie… adrenaliny raczej by nie było, ale wyczuwam swą zajebistość.

Zawsze chciałam coś skonstruować. Ostatnio wpadłam na pomysł, który mógłby poruszyć niedobór żywności na świecie. Skonstruowałam prototyp rozciągacza do orzecha, dzięki czemu fistaszek tam włożony rozciągnie się i orzechy w nim zawarte również się rozciągną… ba! Może nawet będzie ich więcej! Ludzkość nie zginie z głodu. Etiopia ocaleje!

Każdy z nas ma swoich idoli, a ja mam idoli i VIP’a. Tylko taki patent jak ja potrafi pojechać do stolicy tylko po to, aby przypadkiem móc trafić na filmowego Ferdka z „Kiepskich”. Oczywiście nigdy go nie spotkałam, ale jak go spotkam poproszę, aby powiedział swoją słynną kwestię:

„W tym kraju nie ma pracy dla ludzi z moim wykształceniem”

Zawsze chciałam również nacisnąć czerwony grzybek w „Mam Talent”. Wprawdzie rok temu mi się to prawie udało, ale prawie robi wielką różnice. W ogóle chciałabym być jurorem. Ciekawie by było. Pewnie bym była wredna. Ale za pewne nie mogłabym usiedzieć na miejscu.

Wygrać w Simsy. Legenda głosi, że ktoś to zrobił…

Kupić komuś stringi na szelkach na 18nastkę. Strzeżcie się!

Zagrać w reklamie na prostatę…

Pracować w kabarecie. Nikt mi nie powie, że nie mam do tego smykałki. Chciałabym dostać żółty sweter, loczki już mam i będzie nowy skład „Łowcy.B” <swoją drogą kocham Was chłopacy – kiedyś zrobię o Was notkę :) najlepszy kabaret ever! >.

„Jakie chipsy je hydraulik? Kranczipsy!!!” -> aplaus please

Jebnąć komuś z patelni. Często mówię, że jebnę… ale nigdy nie jebnęłam. Czuje się nie spełniona <niedługo wyłączą mi bloga z powodu przekleństw, swoją drogą jest jakiś regulamin pisania? – to jest mój blog i mogą mi skoczyć ;3>

A teraz ogłaszam konkurs!!!!

OPISZCIE SWOJE NAJWIĘKSZE MARZENIE! NAJŚMIESZNIEJSZA PROPOZYCJA <możecie kłamać do woli… podkreślam, że ja tego nie robiłam, ale Wam daję wolną wolę, żeby było śmiesznie i Was rozgrzeszam :P > BĘDZIE PODANA W JAKIEJŚ NOTCE NOTCE, ALE UWAGA… PROPOZYCJE PISZCIE NA BlogiBeatrycze@wp.pl  WYGRANA OSOBA DOSTANIE ODE MNIE KARTKĘ URODZINOWĄ, KIEDY PRZYJDZIE CZAS JEGO URODZIN :) WYSŁANĄ PROSTO DO DOMKU :)

Zasady:

  • Przyjmuje tylko zgłoszenia na adres: BlogiBeatrycze@wp.pl
  • Jeżeli wygracie, poproszę o podanie Waszego adresu, który będzie użyty wyłącznie przeze mnie w celu zaadresowania koperty. Nie będzie widoczny na blogu. Oraz o padanie daty urodzin.
  • W tytule napiszcie KONKURS
  • Ilość słów obojętna, ilość przekleństw i słów, których nie znam również :)
  • Powiem Wam kiedy konkurs się zakończy :)
  • Więcej info tutaj, albo piszcie: GG -> 37417749
  • W konkursie może brać udział każdy, nie tylko właściciele blogów.

Zapraszam :) i pozdrawiam -> Beatrycze