Na ,,Mam Talent” po raz hmm… 10? :D

Witam witam i o zdrowie pytam. U mnie spoko, dzisiaj się nawet wyspałam. Z przytupem zaczynamy nowy sezon o nazwie ,,Szalony Kapelusz”, a oto nowe logo, chujwieco wymyślone na potrzeby właśnie tego sezonu. Bijacz!

szalony kapelusz

Jeny jak ja uwielbiam te moje paintowe obrazki … no!

Nowy sezon będzie między innymi o cieszeniu się z życia. To jest dla Was, a także i dla mnie taka nauka życia, brania z niego jak najwięcej. Będzie tym razem trochę o mnie, a bardziej o tym, co ja robiłam, niż moje własne przemyślenia. Więcej o tym sezonie w poprzedniej notce. Tymczasem, klasycznie zaczynamy nowy wpis!

Jak nazywa się orka, która sika?

- Sikorka.

Aaa i to był mój sekret, to było moje odliczanie, ale szybko minęło, jak zwykle. Te dwa dni normalnie wzięły bum i zniknęły, co nie oznacza, że nie było fajnie… ba… zajebiście.

6-7 czerwca, już po raz 10, na jubileuszowej edycji, bo również 10 zasiedliśmy na widowni do programu ,,Mam Talent”. Na te dni czekam bardziej niż na Boże Narodzenie, to jest nasza wieloroczna już, bo aż od 2013… tradycja rozpoczęcia lata. Tym razem z ekipą w której była tylko jedna osoba zasiadająca już na widowni ruszyliśmy. Gdańsk był jako pierwszy. Straszliwie nie mogłam się doczekać. Zauważyłam pewną zależność, że ja bardziej już przychodzę oglądać talenty, lub nietalenty… niż przyglądać się Agnieszce Chylińskiej, co nie oznacza, że przestałam być jej fanką. Bardzo mnie to ucieszyło, że 2 dnia mogłam z nią zamienić dwa zdania i przybić piątke. Małe rzeczy, a choć psychofanem nie jestem <od 2015> to cieszą :D.

foch4ever.blog.plmamtalent

Uwielbiam tą naszą tradycje, poznawanie nowych ludzi, nowych osób… nowe talenty, ciekawe anegdoty jurorów. Niestety nie mogę mówić o uczestnikach programu, ale cukiereczki, jak zwykle są. Pewna rzecz nawet przebiła świnię, co srała na scenie w 2014 roku. W sumie mam traume po dziś dzień.

Kocham te dni, bo są wyjątkowe. Właśnie w te dni udowodniłam, że honor i przyjaźń są bardziej opłacalne niż cokolwiek. Ale to już moja prywatna sprawa :). Udało nam się zrobić zdjęcie z kierownikiem planu Gustawem, a mojemu koledzie autograf Marcina Prokopa. Na następny sezon i ja przyjdę z jego książką po autograf! Nie ma bata :D Tradycji jednak nie było i staliśmy dużo krócej niż parę lat temu. Co mnie w sumie cieszy. Pogoda dopisywała średnio, a ta edycja na pewno była zupełnie inna, niż wszystkie inne do tej pory. I właśnie wtedy zdałam sobie z czegoś sprawę…

foch4ever.blog.plgustawmamtalent

Patrząc na tych wszystkich występujących ludzi, tych którzy dostali 3 razy na nie… albo na tak, zdałam sobie sprawę, że oni robią coś pozytywnego. Po prostu cieszą się życiem, kochają to co robią i sprawia im to przyjemność. Dlatego właśnie teraz mamy nowy sezon. Kochajmy życie, bo jest tylko jedno! Pozdrawiam -> Beatrycze.

NOTKA SPECJALNA – Agnieszka Chylińska -> kiedy powie sobie dość cz.1

Cześć i czołem… kluski z rosołem. Wprawdzie nie lubię ani klusek, ani rosołu, więc i ich kombinacja nijak mi smakuje, dlatego dzisiaj napiszę o kimś, kogo najbardziej szanuje za twórczość. Panie, Panowie i inne jednostki z planety Mars… Beatrycze przedstawia… Agnieszkę Chylińską w wyjątkowej dla mnie, choć długiej notce!

Agnieszka jest to postać, o której często wspominałam w notkach, jest to moja główna Idolka, którą naprawdę cenię sobie, chociaż Jej fanką długo nie jestem, ponieważ niespełna dwa lata, coś jak powstanie Foszka. Sama postać Beatrycze, jest w jakimś tam stopniu związana z Agnieszką, ale nie o tym dzisiaj…. A więc jak to się zaczęło?

 

Agnieszkę kojarzyłam od kiedy pamiętam. „Winna” i „Kiedy powiem sobie dość”… dwa kawałki, które kojarzyły mi się z Agnieszką najbardziej. Była dla mnie wytatuowaną jednostką, której jedynym argumentem było „kur*a mać” na wszystko co powie każdy. Kojarzyła mi się z wulgarną chłopczycą, która miała wszystko tam gdzie słonko nie dociera. A przynajmniej nie próbuje dotrzeć. Cała jej wielka paplanina nie miała dla mnie większego znaczenia. Później się czytało na pudelku o komercji, ale dla mnie Agnieszka była pomiędzy Edytą Górniak a Dodą i nie ruszało mnie to w ogóle. Fanką byłam jednak samego programu „Mam Talent”. Lubię się śmiać i oglądałam odcinek po odcinku, co pozwalało mi odkryć w jakiś tam sposób Artystkę. Tu w ciąży, tam z jakąś kiecką, powoli tworzyłam sobie Jej wizerunek.

,,Bunt wynika z tego, że nie znasz życia. buntujesz się przeciwko temu, co zauważasz i czego nie potrafisz zrozumieć. Kiedy zaczynasz wszystko rozumieć, mówisz: „Aha!” i masz siedemdziesiąt lat. Nie chcę dożyć momentu, kiedy w moim życiu wszystko będzie jasne.”- A.Chylińska

Zwrot o 180 stopni miał miejsce, kiedy Artystka przefarbowała się na blond… wtedy jeszcze ciemny. Pierwsze słowa, jakie wydobyły mi się z ust to „Boże widzisz, a nie grzmisz”. Chylińska w blondzie, to jak ciemnowłosa Doda <kto wie>. Świat szołbizu przewraca się do góry nogami. 5 edycja programu Mam Talent… Agnieszka po raz pierwszy w blondzie. Śmieje się, jest wyluzowana. To ta sama Aga… czyli wniosek: jak piznę sobie na różowy, dalej będę tą samą Doris? Choć faktycznie nie zmieniłam sobie koloru włosów zauważyłam, że nie ma to większego znaczenia. Propaganda wokół Agnieszki rosła. Kolorowe tatuaże, ciekawsze fryzury… trzecie dziecko. O co tu chodzi? Najpierw śpiewa, że różowy kolor to tandeta, wyśmiewa nauczycieli plując im w twarz, a teraz sama ubiera te sukienki i napisała książkę dla dzieci. Co się dzieje? Przez ten czas przyglądałam się tym całym obyczajom Artystki. Zastanawiałam się, o co tu kurczę chodzi. Jako wielka fanka programu postanowiłam sobie:

 ,,Jak będzie kolejna edycja pójdę na widownię, nie wiem jak to zrobię, ewentualnie wyważę okna”


Okien nie wyważyłam. W lutym dokonałam dosyć nieprzemyślanego zakupu książki „Zezia i Giler”. Jest to książka dla dzieci, którą wydała rok wcześniej. Nie spodobała mi się i odłożyłam ją na półkę, gdzie zanikła kurzem. Agnieszka wtedy jeszcze moją Idolką nie była. Wprawdzie interesowałam się Jej postacią, ale jakoś do mnie nie przemawiała. Cały przełom nastąpił, gdy pierwszy raz poszłam na widownię, totalny „szybkistrzał”, prawie poszłam w kapciach, odwaliłam się jak do teatru… a tu wszyscy w jeansach. No i dupa. Ale fajnie było, emocje niezapomniane. To właśnie ta chwila sprawiła, że zaczęłam się z dnia na dzień interesować Artystką bardziej. Nowe informacje, nowe przedmioty, płyty, muzyka. Tak to się zaczęło. Przyjaciele zaczęli ode mnie odchodzić, a otwarte rany zamykała muzyka Agnieszki. FB_IMG_1434310468277Z czasem miałam wrażenie, że jedynie O.N.A… mnie rozumie :). Zaczęłam żałować, że nie byłam nastolatką w latach 90′ , nosić bransolety, czarne ubrania, czytać wszystko co związane z Artystką. Mój charakter zmienił się o 360 stopni. Zamiast różowej myszki śpiewającej piosenki z animowanych filmów Disney’a zaczęłam słuchać głośnego łomotu i słyszeć jedynie matczyne „Dorota wyłącz to gówno, no ileż można?!”. Oczywiście buntownicza ja pozostała i nie wyłączyła łomotu, który przerodził się w moją własną historię. Chciałam wykrzyczeć! Ludzie ja tu jestem, ja się śmieje, a w środku, choć mam bebechy tak jak Wy wszyscy, też mam serce i mnie się szanuje, a nie zostawia niczym pudełko po Monte w śmietniku. Czułam się totalnie odrzucona przez społeczeństwo, inna, nielubiana, nie mogłam odnaleźć własnego ja… nie wiedziałam kim jestem, ani kim chcę być na tym świecie. Jedyną myślą było samobójstwo, którego motyw pojawiał się jako coraz to częściej w moich opowiadaniach. A radosny „Foszek” dalej trwał i miał swoją działalność <w tej chwili właśnie wiecie, dlaczego nie piszę o sobie>. Dzięki Agnieszce poznałam w internecie Laurę- dziewczynę, której zaufałam , ale później się na niej mocno zawiodłam, a także Rikę, którą mam nadzieję, że poznam w tym roku na koncercie w Bydgoszczy. Cieszyłam się, że raz do roku mogłam widzieć Idolkę w programie, smutno mi było, że nie mogłam wziąć udziału w żadnym z koncertów, aż do 2.05.2015 roku kiedy to pojechałam do Wrześni. Kolejny spontan. Spaliśmy w samochodzie… wiem, brzmi strasznie tanio, ale mówię Wam, czad na kółkach! :D Dosłownie i w przenośni. Tam też avatary z Facebookowych kont pojawiły się w postaci prawdziwych ludków, których, choć widziałam pierwszy raz w życiu, miałam wrażenie, że widzimy się po raz setny. Mega zwariowani ludzie, którzy mają podobne zainteresowania i nie dodadzą „przestań już gadać o tej Chylińskiej..!”. Wspaniały wieczór, którego nigdy nie zapomnę. No i tam też poznałam kogoś bardzo wyjątkowego, ale tego już nie będę Wam zdradzała i pozostawię dla siebie. Możecie się jedynie domyślać :). Później zdarzyły się rzeczy tragiczne. Śmierć pewnej bliskiej mi osoby, która zawaliła wszechświat przyjacielski… miałam wrażenie, że nikt nie miał dla mnie czasu, a choroba... głębokie zapalenie krtani gardła trwała ponad miesiąc. Kuracja była niemiłosiernie bolesna i fizyczna i psychiczna. Nie mogłam nic mówić, jeść, pić ani spać, a na dodatek problemy psychiczne rozwalały mnie od środka. Na szczęście wszystko minęło, może nie ożywiliśmy małej istotki o również moim imieniu, ale zaczęłam się bardziej zastanawiać nad moim życiem.


I teraz już rozumiem o co chodzi Agnieszce. Człowiek się zmienia… na początku byłam różową księżniczką Disney’a, później sierotką Marysią, następnie buntowniczą odmianą siebie a teraz… teraz myślę, że wreszcie odnalazłam siebie… uśmiechniętą, zdrową kobietę, która czeka na to, co przyniesie jej los. Może i ludzie mówią, że wciąż jestem dzieckiem, choć dorosłym, ale wiecie co? Ja mam to gdzieś, jestem dzieckiem i byłam. Wolę być sobą niż najlepszą kopią kogokolwiek. A już w listopadzie dziaram sobie pierwszy napis „Forever Child”. I wiecie co? Tak mi dobrze. Pozdrawiam -> Beatrycze.

FB_IMG_1434048694182

Konstruktywna recenzja „One Direction”

Witam serdecznie. Zawsze chciałam zrobić jakieś mega wejście, ale mi nie wychodzi, wybaczcie. Jak już wspomniałam w komentarzu pod poprzednią notką spróbuje napisać recenzję na temat tego zespołu <o którą już jakieś dwie osoby mnie prosiły, fajnie że interesują Was moje notki ;) > , próbuje… bo nie jest to wcale takie proste, kiedy nie zna się tego zespołu, a więc przez chwilę musiałam się wczuć w typową Directionerkę <czy jak to się piszę> aby co nieco tu wiedzieć :). Zapraszam…!

Łan łej aronada <oranżada> ajm gona fanja ajm gona geczi geczi geczi…

Chyba lepiej nie da się Ich zapowiedzieć. To jest pierwsza <i jedyna piosenka jaką znam>, piosenka jaka mi się nasuwa gdy o nich myślę. Oglądam sobie ten teledysk po raz pierwszy <wcześniej słyszałam to w radiu, Viva… wiecie > i sobie uświadamiam, że nie tylko ja jestem taka <przepraszam za słowo> pojebana. I nie tylko ja posiadam czerwony nos clowna. Tak! Piosenka całkiem całkiem, wchodzi w ucho <nawet takiej osobie jak ja, a wiecie… że kocham Polskie piosenki>. Chłopaki mają dystans do siebie, a to lubię. Piosenka porywcza, mega radosna, optymistyczna… ciekawa. Plus dla nich za to. Serio. Nie mam czego się przyczepić. Pięciu chłopaków, którzy całkiem fajnie się bawili robiąc ten teledysk.Ciężko byłoby mi ich pewnie rozróżnić, bo twarzyczek raczej nie mają jakoś rozpoznawalnych, ale moim zdaniem są w randze znacznie wyżej niż Justin Bieber, który jakoś specjalnie nie urzekł mego serca swoją piosenką. <tu wyczuwam hejt i ból dupy ze strony osób które go lubią, ale moja recenzja była poparta argumentami więc możecie mi skoczyć ~wchodzę w stronę złaaaa!>

Pewien kawał czasu temu poznałam dziewczynę. Eee…yyy… nie w takim sensie XD. Tak, była w moim wieku i całą drogę napierdzielała mi non stop o tym zespole. Ja już po 10 minutach się wyłączyłam, bo Bosz… ile można słuchać. I tu zamyka się koło <spoko, mam nadzieję, że tego nie czytasz, a jak tak to mam przesrane>. Dlaczego przeciętny Jan Kowalski mający spoko wi-fi <*spoko, znaczy nie na korbkę> nie toleruje 1D? No bo większość, owszem nie wszyscy, ale większość ich fanów im to robi. Nie wiedzą o tym, ale sami, stając się upodobnieniem do nich, robiąc to co oni i kupując sobie piórnik, ołówek, poduszkę, taśmę do klejenia i buty zespołu 1D stwarzają nie tylko dla siebie, ale i dla samego zespołu zagrożenie zła nazwa… wiochę. Ja rozumiem, to jest dla ludzi, okej. Ale są jakieś granice. Gdy weszłam do pokoju osoby <sory Zuza> o której wcześniej wspomniałam myślałam, że padnę. Wszystko, dosłownie wszystko z 1D! Książki, plakaty, laptop z naklejką, prześcieradło i reszta pokoju była upodobniona z fanką tego zespołu. Rozumiem. Ja też mam swojego idola, mam plakaty, jakieś tam zdjęcia, płyty… ale mam to tak usytuowane, że jednocześnie widać, kogo jestem fanką i czym się interesuje, ale nie na wszystkim i nie na pierwszy rzut oka. Podkreślam, że ma ona 17 lat i mogłaby choć troszkę przystopować.Nie wiem czy ona wie, ale te wszystkie rzeczy robią dla zysku Chińczycy, bo to się sprzedaje. Tyle. Marketing podstawowy. Czyli kup to i idź w pizdu!

Osobiście nie wiem, dlaczego ludzie tworzą te fandomy. Directioner..? Moja mama pewnie by tego nie wymówiła <później sprawdzę XD> . I te opisy na asku… Directioners, Belieber i jeszcze 10 innych w opisie. Kobieto…facecie zdecyduj się! Z takim nastawieniem pokazujecie, że nie interesują Was własne losy, tylko… a właściwie wyłącznie losy Twoich idoli, których raczej na osobności nie poznasz. Może kiedyś, na koncercie <czego Wam osobiście życzę, bo moje spotkanie z własną idolką było czymś mega zajebistym>. Nie chcę na siłę ciskać hejtem. Do zespołu, jak już wspomniałam nic nie mam, do Was <fanów 1D> też nie, tylko czasami warto się zastanowić, co robicie z własnym życiem. Oni powinni być motywacją dla Was, a nie całym Waszym życiem. A Wy co myślicie o tym zespole? Dajecie plusa (+), czy minusa (-) ? Piszcie w komentarzach. Zobaczymy czego będzie więcej. Pozdrawiam -> Beatrycze

 

Zobaczyłam swoją idolkę. Czyli moje własne emocje.

Witam.

Wielu z Was przeczytało już zakładkę „O Autorce bloga”, więc, nawet nie czytając poprzedniej notki wiecie, że bardzo lubię Agnieszkę Chylińską i dzisiaj tak krócej, ale o niej będzie.

Jak wiecie jestem ze wsi. Na ogół nikt nie chodzi na koncerty i jest nudno, więc, nijak wcześniej nie mogłam jej zobaczyć. W ogóle sławnych ludzi nie widuje, więc nawet nie wiedziałam, jaka będzie moja reakcja na planie „Mam Talent”. Rozpisuje się na dwie notki, bo to jest marzenie, o które już nie błagam, bo już się spełniło. Agnieszkę wszyscy „fani” a dokładniej ich większość opuściła, gdy nie grała już rocka, a zaczęła pop. O komercji już wcześniej pisałam i o sprzedawaniu się też. Owszem, zgadzam się, że sprzedała się w reklamie, ale pokażcie mi kogoś, kto jest tak doskonały, że mogłabym się nim podobnie zafascynować. Agnieszkę wprost kocham od dawna. Mam jej płyty, zdjęcia, a nawet książkę. Sęk w tym, że nie mam jej autografu <i to jest moje kolejne marzenie, o które będę walczyła>. Ostatnio mogłam ją zobaczyć i nawet przywitać. Wiem, dla niektórych wyda się to głupie. Jakiś tam żółwik z innym człowiekiem, ale dla mnie to było coś większego, ciężko te emocje opisać. Znam jej wszystkie piosenki na pamięć i co by to nie było, nawet głupi dubbing do „Disco Robaczki”, to ja pójdę ten denny film obejrzeć. Taka jestem i chyba zostanę. Pewnie wielu z Was myśli… wytatuowana wariatka chodzi sobie po scenie i jak sobie walnie blond to będzie fajnie. Ja nie hejtuje Justina Biebera, ani Seleny Gomez, chociaż za nimi nie przepadam, bo wiem, że są osoby, których emocje sięgają zenitu, gdy usłyszą coś na ich temat. Osobiście nienawidzę sezonowców, sami wiecie o co mi chodzi. No więc wracając do blond wariatki. Ja ją lubiłam i blond i „czarną” i nawet jakby sobie głowę na różowo pofarbowała. Nie ruszy mnie to. Może i trochę powstrzymuje swoją szaloną stronę i przeszła ogromną metamorfozę, ale wyobraźcie sobie, że Ona też chcę założyć rodzinę. Każdy z nas chcę. Wyobrażacie sobie minę mediów na wieść, że zbuntowana Agusia ma trójkę dzieci i nie wiadomo co z nimi robi, bo przecież tak, a nie inaczej zachowuje się na scenie? Większość z nas ma gdzieś w serduchu swojego idola i jakieś priorytety, że jednak go, a nie kogoś innego wybraliśmy. A co do Agnieszki? Wyluzowała, wiadomo, ludzie dojrzewają, ale dla mnie tak, czy inaczej będzie osobą godną naśladowania, chociażbym miała sobie wytatuować całe ręce i to ludziom pokazać, zrobiłabym to… Pozdrawiam -> Beatrycze.

A Wy jakiego macie idola? Opiszcie Go w komentarzu, powiedzcie, czym się zajmuje i dlaczego właśnie Go wybraliście? A może to jakiś zespół,… grupa :) 3majcie się!

Obrazki użyte do tej notki nie są moją własnością, lecz internetu. Niestety nie mogę podać stron z których pochodzą, oprócz Facebooka. Jeśli ich właściciel nie zgadza się na ich użytkowanie, proszę napisać w komentarzu, a obraz natychmiast zostanie usunięty z tej domeny.

Jak to jest na widowni „Mam Talent”

Witam.

Dzisiaj zapraszam na bardzo konstruktywną notkę, o tym jak miło spędziłam dwa dni w Gdańsku, móc zobaczyć na żywo moją idolkę i to całe, zresztą moje ulubione show na żywo… zapraszam!

Jak wiecie z poprzednich notek wygrałam wejściówkę na „Mam Talent” w poniedziałek. Pojechałam z moją mamą, ze względu, że tylko ona miała dowód osobisty, a ja byłam tą -osobą towarzyszącą-. Strasznie się cieszyłam. Kocham to oglądać w TV, a jeszcze bardziej chciałam zobaczyć Agnieszkę Chylińską na żywo! Przyjechaliśmy na miejsce. Dotrzeć było łatwo, chociaż podali nam adres, a ja sama wiedziałam, gdzie jest owy teatr, był wielki plakat z nazwą „Mam Talent” wiedziałam, że to właśnie tam będzie się wszystko działo! Na początku ludzi było mało, całość miała się zacząć około 13. Dookoła same autobusy, samochody i ciężarówki TVN’u. Pełno straży i ochroniarzy, strach się bać! Stanęłam jak wryta przed budynkiem, aby się co nieco dowiedzieć o tym, jak się tam dostać i jak zasygnalizować innym, że wygraliśmy te wejściówki. Zazwyczaj nie widuje sławnych ludzi, ale od razu dziwnie się poczułam, gdy Marcin Prokop i Szymon Hołownia wyszli z teatru nie wiadomo po co i dlaczego. Coś mi się wydaje, że poszli na miasto kręcić urywki na początek całego show. Później dochodziło coraz więcej ludzi, uczestników wcale nie było dużo, tego dnia jakoś 23 (występy), chociaż numerki miały dać złudzenie optyczne, że jest ich znacznie więcej np. 5673 uczestnik? Nie było tylu… Nogi mnie strasznie bolały, gdy musieliśmy stać dwie godziny i krzyczeć -mamy talent-, albo- Gdańsk ma talent-. Tak, wszystko było jak najbardziej sztuczne. Ludzie to statyści, a oni kręcą. Wszystko szło tak wolno. Na szczęście był gościu w dredach, który to wszystko „ogarnął” za pomocą megafonu. Wielki szum się zrobił gdy cała trójka jurorów szła pomiędzy barierkami, a ludzie się prawie na nich rzucali. Co dotyczy również mojej osoby. Pierwszy raz widziałam Agnieszkę Chylińską na żywo, więc nie ma się co dziwić, że właśnie taka była moja reakcja.

Po długim oczekiwaniu weszliśmy do teatru. Najpierw uczestnicy, później rodzina i znajomi, następnie osoby z smsów, a później Ci co wypełnili specjalne karteczki. Gdy weszłam do środka myślałam, że oczy mi wyjdą z orbit. Uwielbiam oglądać „Mam Talent”, ale na żywo, to było coś pięknego! Sala wydawała się zdecydowanie mniejsza niż w telewizji, kolejne złudzenie. Stolik z trzema „grzybkami”, za którymi siedzieli jurorzy był strasznie odrapany, szczególnie tam, gdzie siedzi Agnieszka. Ciekawe. Usiadłam w trzecim rzędzie. Nie było powiedziane, kto, gdzie siedzi, więc stwierdziłam, że z tej perspektywy będę najlepiej widziała moją idolkę, ba, będę słyszała, co do siebie gadają! Facet z dredami (będę tak mówiła, bo nie pamiętam, jak się nazywał) wraz ze swoją ekipą z jakiegoś kabaretu usadzali wszystkich, tak żeby nie było miejsc pustych i znalazły się miejsca dla ochroniarzy. Okazało się, że jedna kamera nie chcę działać, więc człowieczek o którym mowa musiał nas zagadywać. Powiedział, jak zrobić stół, podobny do tego co jest w programie. Nagraliśmy również klaskanie, buczenie i owacje. Kolejna oznaka tego, że jest to jak najbardziej sztuczne. Wiedziałam, że to nie jest na żywo, ale żaby aż tak mało wiarygodnie! Widzowie zaczęli się po prostu nudzić, wszystko przedłużali. Ekipa zaczęła montować wszystko od początku, a prowadzący (tak, właściwie facet w dredach prowadził show, a nie Prokop i Hołownia) nabijał się z jurorów, w szczególności z Małgosi Foremniak, nazywając ją Doktor Zosia. Pokazali nam co, jak i dlaczego. Gdzie mamy schować torby, że nie można robić zdjęć, a wszystko, co ma markę należy schować. Wtedy ludzie przynieśli picie, a dokładniej buteleczki i puszki z napojami, do których taśmą była przyklejona słomka, dodali też batonik i włożyli, a dokładniej położyli na podłogę pod stoliki. Przynieśli im krzesła, na których chyba były po trzy „przeciwwrzodne” poduszki. Każdy juror miał krzesło swojego wzrostu. Potem zaczęli wchodzić. Najpierw Małgorzata Foremniak. Strasznie powoli im to szło. Zanim usiadła na swoim miejscu chyba dziesięć razy zrobiła ukłon (jakby nie mogła pokiwać). Później wszedł ten nowy Agustin. Muszę przyznać, że wygląda niczego sobie. Na końcu moja ulubiona (i chyba wielu ludzi, przez których cierpi teraz moja noga) Agnieszka Chylińska, która dostała największe owacje. Przyszła w czarnej sukience, nie chciałabym krytykować, ale była troszeczkę za krótka, mimo to wyglądała całkiem ładnie. Zeszli ze schodów, a już musieli się napić. Sprawdzili swoje „grzybki” i poszli uczestnicy. 3..2..1.. zaczynamy- tak właśnie rozpoczynał się każdy występ. Przed nimi trzeba było wszystko rozstawić i zabawić czymś widownie. Poszło w ruch mnóstwo konkursów i oczywiście obgadywanie uczestników i jurorów (mimo, iż oni siedzieli na swoich miejscach). Człowieczek w dredach (serio, nie wiem, jak mam Go nazywać) zrobił konkurs „chyba mam talent”. Coś pokazałeś i jakiś fant, typu książka, film był Twój, nawet gdy serio nie miałeś talentu, a to było bez sensu. Na początku wystąpił zespół taneczny i byli na nie. Pierwsze występy były na NIE. Kolejne już lepiej się zapowiadały. Czym dłużej trwało to całe show, tym Chylińska nie mogła usiedzieć na miejscu. I właśnie to mi się w Niej podoba! Najbardziej zapamiętałam występ uczestnika, a dokładniej uczestniczki, która przypinała kwiatki do sukienki ze słomy… i ten genialny tekst „w finale obkleisz bluszczem całe studio?”. Szczere, lecz prawdziwe. Co kilka występów kosmetyczki opanowywały jurorów, a Pan Prokop się z wszystkimi przytulał. Zawsze się zastanawiałam, jakim cudem Agnieszka ma takie proste włosy. No jasne…, jak im tymi wszystkimi usztywniaczami psikają, to ja się nie dziwię. Kolejnego dnia, tym razem z moją przyjaciółką pojechaliśmy ponownie. Myślałam, że nie będą już nas brali jako „statystów”, ale znowu musieliśmy się drzeć -mamy talent-. Tłum widzów opanowało plac przed teatrem. I oczywiście, zapewne pojawi się napis „tyle ludzi przyszło na casting do Gdańska”, tyle, że większość to widzowie! Szło znacznie szybciej, a jurorzy tym razem wchodzili osobno i każdemu z nich mogłam podać rękę. Marcin z Szymonem stali na szczycie teatru, a z dołu dobiegały słowa: „Marcin nie skacz, życie jest piękne”. Tym razem miejsca szybko się zapełnili i musiałam usiąść z tyłu. Ale i tak wszystko widziałam idealnie. Znowu nakręcali klaskanie, ale jurorzy szybko weszli i wszystko jakoś się potoczyło. Agnieszka tym razem miała spodnie i bluzeczkę, która moim zdaniem świetnie się komponowała. Te spodnie miały większą magię, bo jeszcze bardziej się wyluzowała. Przy jednym z pierwszych uczestników wszczęła bójkę i zaczęli się „nagrzmocać”. Fani Agnieszki tak się zbuntowali, że kazali jej rzucić swoją chusteczkę na drugi koniec sali, a tak naprawdę doleciała pół metra. Zanim się to wszystko zaczęło wyrzuciła swoje napoje do tyłu, aż dziwie się, że nikt w nos nie dostał. Kobietka nie mogła wytrzymać, po jednym występie zaczęła szczekać, nie wiadomo dlaczego i zaraziła całą widownie.

Ma charyzmę i tyle powiem. Podczas jednego z występów miało co wybuchnąć, nie wybuchło… a mianowicie udało się, ale dopiero za sceną. Wtedy zaczęły się pytania „Prokop żyjesz”… przeżył! Najbardziej podobał mi się występ gościa, który wkładał do gardła żyletki i jadł tic tacki okiem. Dziwne co nie, bardziej obrzydliwe. Ogólnie bardzo mi się podobało, chociaż nie myślałam, że to wszystko jest aż takie sztuczne. Polecam wszystkim, którzy za rok, albo jeszcze w tym roku chcą się wybrać, emocje niesamowite, szczególnie dla mnie – fanki Agnieszki Chylińskiej. Pozdrawiam -> Beatrycze.

Zdjęcia użyte w tej notce nie są moją własnością i należą do strony o podanym adresie:


http://mamtalent.tvn.pl/foto,1910,g/fotorelacja-z-castingu-w-gdansku,32188.html