Jak radzić sobie z czasem?

Czołgiem ludziska. Kopara mi opada po tym, co widzę za oknem. Raz leje <głównie wtedy, gdy mam wolne> a raz świeci słońce <wtedy gdy… nie ważne>. Dzisiaj będzie troszeczkę inaczej niż zazwyczaj!

Dlaczego ściany nie toczą z sobą wojen?

- Bo jest między nimi pokój.

Nie wiem jak Wy, ale ja to tak mam, że czas mi zapierdala szybko albo mega wolno. I w sumie czas zawsze odliczałam do jakiegoś ważnego wydarzenia w życiu, a to zostały dwa dni do świąt, a to trzy do wyjazdu, kilka do koncertu. Tak zawsze u mnie było. Lubie spontany, ale także uwielbiam coś planować. Zawsze robie sobie liste co wziąć ze sobą i zakreślam sobie po kolei aby niczego nie zapomnieć. Hardcorem było, jak w liście dodałam punkt, żeby nie zapomnieć pozakreślać wszystkiego na liście, albo jak miałam jakieś może 10 lat to zrobiłam kopie zapasową listy, aby się nie zgubiła. ŁoJezuwmorelach…

Koniec końców mam 21 lat i wciąż niemogęsiędoczekać to moje najczęstrze stwierdzenie przez jakimkolwiek wydarzeniem, a jak ono się kończy to niemogesiedoczekać na kolejne wydarzenie. Itakdalej. Tak czy siak mam zeszyt z tymi planami wszystkimi i czasami lubie sobie je oglądać i wspominać. Za to nie lubie jak coś z tych planów się popsuje. Jestem wściekła niczym matematyczka w trakcie okresu… buuu…

Jak radzić sobie z czasem? Żeby to niemogesiedoczekać było szybciej?

Jest wiosna, czas na wyjazdy, namioty, różne akcje… koncerty z kiełbasą, czas na planowanie swojego czasu. I to właśnie w ten nasz wiosenny czas należy ruszyć tyłek i żyć pełnią życia. Nie bać się jazdy, nie siedzieć w pokoju, bo ściany mogą zacząć w końcu toczyć wojne <tak nawiązanie do suchara, kto skumał łapa w górę>. :-)

Przede wszystkim trzeba zacząć planować czas przed ważnym dla nas dniem. Mamy do tego dwa sposoby. Możemy chcieć przed tym dniem zająć się czymś innym, albo właśnie odwrotnie, wgłębić się jeszcze bardziej w ten temat. Ja stosuje oba, zależnie od sytuacji. Bo np, jak nie mogę się doczekać wyjazdu do kina, to w jaki sposób mam wgłębić się w ten temat, skoro wystarczy tylko kupić bilet i popcorn? Druga opcja jest na inne wyjazdy, często dłuższe.

Aby zająć się czymkolwiek innym wiosną mamy wiele do zaoferowania. Wyjdź gdzieś z przyjaciółką/cielem, z psem… narysuj coś, zobacz jakiś film. Wyjdz na rower, na wieś, na miasto, albo po prostu idź szybciej spać. Zastanów się, co lubisz i co Ci zjada najwięcej czasu <wcale nie chodzi o bułkę>. Mi np internet. Przyznam że lubie średniowieczne memy i memy z Magdą Gessler.

Jeśli chcemy wgłębić się w nasz wyjazd możemy zacząć od planu. Każdego dnia dajmy sobie zajęcie. Jednego dnia napiszmy liste potrzebnych rzeczy, kolejnego pojedźmy na zakupy, trzeciego zastanówmy się, jakie ciuchy wziąć, dokładnie opisz sobie plan wyjazdu <nawet jeśli uważasz to za głupie, to nikt nie musi wiedzieć, że to zrobiłeś, a zawsze może Ci się przydać>, przygotuj trasę na wyjazd, może rozłóż namiot i sprawdź czy rzeczywiście działa. Sprawdź pogodę, GPS’a, stan auta… wszystko zależy od tego gdzie naprawdę jedziecie.

Ja do odliczania dni używam ODLICZANIE WIDGET. Serio pomaga jakoś w tym ,,dziwnym” czasie oczekiwania na cokolwiek.

unnamed

A czy Wy jesteście tez typem człowieka niemogesiedoczekac? Czy może raczej nie? Planujecie, czy spontanicznie? Opowiedzcie na co… nie możecie się doczekać! Pozdrawiam -> Beatrycze.

PS: Ja o swoim niemogesiedoczekać napiszę już w przyszłym tygodniu, tak samo jak odwiedzę Wasze blogi, ponieważ teraz czas mnie goni ;c

Beatrycze przedstawia: Bitwa na Głosy!

Hejka! Wesołego Alleluja. Mamy dziś Mikołajki.A więc jeśli został Wam hajs, nie macie na co wydać, to śmiało mogę Wam dać numer mojego konta bankowego! Bazzinga!

Dzisiaj o czymś zupełnie innym, radzę wziąć słuchawki i wygodnie zasiąść przed telefonem/laptopem/komputerem/tabletem/zegarkiem napędzanym na szczura i czymkolwiek. Przedstawiam Wam jeden z najlepszych show, jakie kiedykolwiek znałam. Zapraszam na notkę o Bitwie o włosy! na głosy!

,,Bitwa na Głosy” jest to bardzo specyficzne show. Jest to jedno z niewielu, wtedy chyba jedyne nadawane show, gdzie się śpiewało grupowo. Zazwyczaj ciężko jest kogoś przekonać, żeby poszedł z Tobą śpiewać do Must Be The Music, a tu bam! Sami tworzą drużyny! Więc jeśli Twoim zamiarem, po takim show jest sama zabawa i radocha z życia, poprzez bezstresowe śpiewanie, a nie wielki fejm i sława do końca życia <do dobra do poniedziałku, bo już nie pamiętam kto wygrał ,,Mam Talent”> to to było coś dla Ciebie. Nastolatki zazwyczaj z małymi wyjątkami, jeśli umiały zaśpiewać ,,Wlazł kotek na płotek” zostali przyjęci do programu i wspólnie robili wielkie bum. Wymyślali piosenkę, cały wygląd i jako chórek śpiewali. Wspólnie. Wspólnie się bawili. Jak jeden wieeeelki musical. Coś jak jedzenie ciastka samemu, a jedzenie z kimś. Może masz z tego mało, ale radocha większa! <chyba, że trafisz na rodzynek, a tu bach… jesteś uczulony>.

Zawsze chciałam iść do tego programu, więc udało mi się skumulować myślami z mamą, że jak skończę szkołę to pójdę. Niestety nie pójdę, albowiem program stracił działalność szybciej niż zaczął, cholera wie dlaczego. Może nie mieli hajsu? Może urodziło im się wspólne dziecko? Może to wina Tuska? Może dlatego, że Amber Gold zaczął oszukiwać klientów? Tego nie wiemy, ale strasznie zazdroszczę, że mogliście wziąć w tym udział!

Tak właśnie robiąc sobie jajecznicę, przypomniało mi się, jakie to było zajebiste. Jednak wychodzi na to, że programy telewizyjne nie muszą się kojarzyć ze sławą, ale z dobrą zabawą. A nawet Bitwa Pod Grunwaldem w 1743 roku może mieć fajniejsze znaczenie. Faktycznie najlepsza drużyna wygrywała, ale co z tego im zostało? To, że jak najdłużej mogli sobie pośpiewać! 

Pełno emocji i radochy! Czego więcej nam w życiu trzeba! Podpisuje jednoosobo prośbę, o przywrócenie programu. Nadaje temu hasło priorytetowe ,,Dajcie Doris, niech sobie pośpiewa gdzieś indziej niż pod prysznicem!” – o dziwo podpisała się już pod tym czwórka moich sąsiadów! Pozdrawiam -> Beatrycze.

PS: Wesołych Mikołajek!

Podsumowanie wakacji!

Witam. Dzisiejsza notka będzie o tym, jak spędziłam wakacje. Zrobię takie podsumowanie, które planowałam zrobić już od dawna, ale że jestem jebanym leserem i leniem nie chciało mi się myśleć, tudzież główkować. No więc zapraszam do czytania moich wypocin…

1. Czy gdzieś jechałam?

Kiedyś lubiłam podróżować, ale złapał mnie wielki leń i mam wszystko w dupie. Nie jeżdżę zazwyczaj daleko, wolę krótką podróż i dłuższy pobyt. W tym roku głównym tematem było morze, w którym ani razu się nie kąpałam, a nawet nie zamoczyłam nogi. Wiem, jestem dziwna. Na plaży w Gdańsku owszem, byłam, ale jakoś nie miałam ochoty się kąpać. Spędziłam najdłuższy czas w Łebie, gdzie miałam okazję zgubić się w labiryncie (który wcale nie wyglądał, jak ten z ulotki). Z tyłu wcale nie było morza, a krzaki jakieś takie suche. Faktem jest, że się zgubiliśmy <a więc było zajebiście>… znaczy, ja 3małam mapę. Miałam okazje również zwiedzić Łeba Park Dinozaurów, gdzie mi się bardzo podobało oraz wydmy, które miały swój niepowtarzalny urok i wyszły całkiem ciekawe fotki. Niestety z przyczyn zdrowotnych nie mogłam pójść do Parku Liniowego. Polecam też koktajle, które można nabyć na każdym rogu ulicy i są nazywane przez mojego ojca „mózgojebami”. Byłam także parę razy nad jeziorem, w Teatrze Wybrzeże, w Gdańskim kinie na filmie „Elizjum” oraz Sopockim Aquaparku, gdzie pobiłam swój rekord w pływaniu i „nie tonięciu”. <nie ja jestem na zdjęciu :D>

2. Najfajniejszy dzień wakacji:

Opisałam ten dzień w tej notce „kilk” . Tego dnia (1 lipca )mogłam zobaczyć swoją idolkę – Agnieszkę Chylińską na żywo i spełnić swoje największe  jedno z większych marzeń pobytu na widowni programu „Mam Talent”.

3. Najgorszy dzień wakacji:

Było kilka takich dni, gdzie wszyscy wyjechali, a ja sama… przy długim czasie na próżno szukałam kogokolwiek, kto by pojechał ze mną do kina, bądź spotkał się.

4. O mojej pracy w wakacje:

Lepiej nie wspominać…

5. O blogowaniu w wakacje:

Były dni, kiedy notki powstawały z dnia na dzień, a były przerwy, kiedy miałam coś innego do roboty. Ogólnie widzę -progres- <mądre słowo w moich „ustach”>, na dodatek jestem bardzo wdzięczna Wie Sławie za fejm :D i polecenie mnie na Facebooku. Wielkie dzięki ;)

6. Czego nie zrobiłam?

Nie dokończyłam mojego opowiadania. W ogóle przez ten czas nic nie pisałam, co jest dla mnie czymś dramatycznym ;c

7. Czy moje zdrowie na wakacjach ucierpiało?

Jestem kaleką. Znaczy byłam, bo już wyzdrowiałam. Miałam problem ze stopą, ponieważ zostałam „rzucona” o barierki, a jakoś pręt, tudzież kolec rozwalił mi nogę, a ja byłam w balerinach o gołych stopach i nie bardzo miałam czym krew zatamować. Kolejnego dnia bez opatrunku jechałam do Gdańska, bo głupia myślałam, że to nic poważnego,a do dzisiaj mnie czasami boli. Miałam też problem z palcem, ponieważ sobie go przytrzasnęłam o głupie restauracyjne krzesło <tam chyba nie było Madzi Gessler>, ale do dziś został tylko ślad :D.

No i to by było dzisiaj na tyle. Jutro postaram się napisać coś bardziej humorzastego. :D Mam nadzieje, że mi się uda, a Wy w komentarzach odpowiedzcie na te same punkty od 1 do 7 :D chętnie poczytam o Waszych poczynaniach!

A ja Państwa zapraszam do udziału w KONKURSIE „SŁIT FOCIA” … resztę dowiecie się tutaj, tam u góry na niebieskim pasku! Do dzieła! Pozdrawiam -> Beatrycze.

 

 

Kupiłam klawiaturę z Biedronki. Czyli co mnie w ogóle skłoniło do pisania?

Witam.

Dzisiaj weźmiemy sobie maszynę czasu i przeniesiemy się do wieku, kiedy to ja ruszyłam swoje możne dupsko po raz pierwszy i napisałam pierwszą notkę. Postaram się pokazać Wam, jak to wszystko wyglądało i zachęcam do dalszego czytania owych wypocin…

Jak wiecie, moje hobby to przede wszystkim pisanie opowiadań. Od małego uczę się konstruktywnie dobierać zdania i tworzyć z tego coś sensownego, albo nie, jak kto uważa ;). No więc pewnego razu taka dwunastoletnia ja przysiadła przed komputerem i stwierdziła, że fajnie by było mieć takiego blogasa. Wybranie wirtyny, gdzie można było blogować nie zajęło mi zbyt dużo czasu, ponieważ wybrałam pierwszą lepszą, a mianowicie eblog.pl. Żałowałam. Dosyć szybko zorientowałam się, że mój blog o nazwie Zaczaroowana <z jednym „o” , bo było zajęte> nie ma w ogóle odwiedzin i komentarzy, a co najlepsze blogerzy, którzy mieli tam blogi, albo je pousuwali <tak jak ja to później zrobiłam>, albo zostawili bez pamięci. Podpisywałam się jako Zaczarowana, a pisałam takie bzdety, że głowa boli. Pozwolę sobie na kilka odrębnych cytatów <nie wiem dlaczego, mimo usunięcia blog jest nadal w sieci, trudno>:

„Ja to bym się też zdenerwowała, gdyby ktoś uświadomił mi, że jestem kimś bezużytecznym. Dominika powiedziała, że na mózg upadłam bo chcę iść z nią na to ognisko, a tak naprawdę to ona pytała się mnie, czy ja z nią kurde pójdę. Sorki za to słowo, wkurzyłam się” -> No i wtedy też używałam -konstruktywnych- zdań, no może oprócz kurde, ale byłam wtedy, jak widać wkurzona. A teraz pokażę Wam, jak ten wpis wyglądałby dziś:

Ja to bym się też wkurwiła, gdyby mi ta cała dewota <nie wiem co to znaczy, ale mam to w dupie> powiedziała, że jestem denna w tym co robię! Dominika gadała, że na mózg upadłam, bo kurwa niby chcę iść z nią na to cholerne ognisko, a tak naprawdę to ona pytała się „mej osoby”, czy ja z nią chcę kurwa iść! Sorki za słownictwo, wkurwiłam się… lepiej od razu to usunę… -> Moje epickie trzy kropki mówią same za siebie. Jak się wkurzam, to przeklinam, cała ja. I jeszcze te nawiasy <…> plus genialne „ptaszki” jak ja to nazywam ;).

„Agnieszka Chylińska wyglądała genialnie w tej bluzce z paskami, ale gryzły się z jej włoskami. Ale mi się rymło” -> prosty przekaz pozostał mi do dziś ;)

I te moje pierwsze opowiadania…

-Andalasia, to jest taki stan?!- krzyknęła na głos.
- Jeżeli stan, to chyba ciężki!- dodałam po czym roześmiałam się na widok kręcącej się dziewczyny.

- Wiecie co mi się śniło?- krzyknęła Jolka schodząc po schodach.
- Nie będę wiedział póki nie powiesz!- odparł Krzyś.
- Zgadujcie…
- Ok, nie to nie… mnie to nie obchodzi.- dodał.
- No to wam powiem. Śniło mi się….śniło mi się, że dotknęła mnie…Hannah Montana! Fajnie co nie?!
- Eeee myślałem, że ktoś inny Cię dotykał.- szepnął Jacek.

Heh, właśnie czytam notkę o tym, jak jakaś Karolina <nie pamiętam już jaka> podwędziła mi karteczkę, z tych co się zbierało, a ja się na nią wkurzyłam i obraziłam, prawie zacytowałam. No, więc tak właśnie wyglądała ta moja przygoda. Później zrobiłam sporo czasu przerwy, tamten blog miałam jakiś rok, ale następny pisałam, gdy miałam prawie 15 lat. Nazywał się również Zaczaroowana, ale był na tej wirtynie. Może ktoś jeszcze pamięta te hiper, super, optymistyczne notki, które nawoływały do dwóch słów „rzygam tęczą”. Ale motyw był ten sam. Blog miał dość dużą poczytalność i mi się podobało pisanie w nim. Powiem szczerze, że miał większą oglądalność, niż ten co jest teraz. Również podpisywałam się jako Zaczarowana i stety, czy niestety właśnie to rozbiło mojego kolejnego bloga. Albowiem poszło o to, że ktoś w szkole <początek szkoły średniej> zaczął mnie nazywać Zaczarowana, a więc wydało się, dwóm osobą powiedziałam, nie pamiętam jakim i już cała klasa wiedziała. Zaczęły się śmiechy i chichy na mój temat, a że nie chciałam sobie zepsuć reputacji, ponieważ oni bloga odbierali negatywnie… kliknęłam i usunęłam bloga. Teraz jestem tu i właściwie ten blog również podałam mojej klasie, jako kontynuacje tamtego, ale chyba nikt już z nich tu nie wchodzi, bo, ponieważ… nie wiem, może nie mają się z czego śmiać? Na początku nie podpisywałam się w ogóle, mam go jakoś od listopada, a teraz jestem tu z Wami jako Beatrycze! Czy mi się to podoba? Jasne, fajnie, że mogę dobrowolnie stukać w klawiaturę, a inni to czytają, wielkie dzięki za tyle odsłon ;).

Piszę dość prostym, zrozumiałym pismem, potrafię też inaczej „zaistę”, ale to ma trafiać do wszystkich, więc piszę to, co mam w serduchu i nie zmieniam na żadne inne słowa ;) A może pamiętacie mnie jeszcze jako Zaczarowaną? Podpisywałam się jakoś tak -> Zaczaroowana ♥  

A więc pozdrawiam, 3majcie się -> Beatrycze

Psychopatka powróciła!

Witam!

Pewnie do niektórych to jeszcze nie dotarło, ale ja jeszcze żyje. Oddycham i „czasami” się ruszam, ostatnio nawet często robimy wypady na rower, więc nie jest tak źle. W ostatniej notce opisałam, dlaczego Was opuściłam, a jeszcze wcześniej dodałam, że wrócę pod koniec czerwca, albo na przełomie lipca. Nie mogłam. Jakoś tak… muszę pisać. A więc co u mnie..?

Przez ten cholernie -,- długi czas próbowałam przejść (niestety nieudaną) metamorfozę. Zaczęło się od okularów, które nijak mi nie pasują (aby zobaczyć zdjęcie, wklikaj się do „O autorce bloga”… Później zrobiłam sobie kolczyka w nosie. Cały zabieg nie bolał, ale przez kilka dni miałam siny nos (który później zaczął boleć), a na koniec zgubiłam kolczyka i zanim zdążyłam się zaopatrzyć w drugi, dziurka zarosła, a kolczyk nie chciał się do końca -włożyć-. Trudno, może kolczyki serio nie są dla mnie? A więc wyjęłam go i zmarnowałam pieniądze. Mówi się trudno.

Ostatnio nawiązałam „znajomość” z Panem M, który podobnież obiecał mi, że wyśle mi za moje opowiadanie książkę z autografem, a co z tego będzie? Pożyjemy zobaczymy… chociaż szczerze mówiąc z dnia na dzień myślę, że nici z tego będą, ale mówi się trudno i żyje dalej. Cieszę się, że chociaż przeczytał moje opowiadanie :-). Apropo pisania, to jestem w fazie tworzenia kolejnego opowiadania, które, mam nadzieję, że Wam się podoba. Powinno się pojawić tutaj na przełomie następnego tygodnia. Liczę na komentarze, szczególnie negatywne, bo to mnie cholernie motywuje :).

Z przyjaciółmi dogaduje się coraz lepiej, często się widujemy, w coraz większym gronie. Ostatnio spodobał mi się taki jeden ktoś… ale ciii, czas pokaże. Szkoda, że jestem taka nieśmiała, chociaż nawet nie wiem, czy on mnie lubi, niezbyt często zwraca na mnie uwagę, ale staram się nie dołować. Zostałam również zaproszona na ognisko -starej- klasy. Jeśli osoby, które ja lubię pójdą, to też się wybiorę, tym bardziej, że w zeszłym roku było zajebiście ;3. Coraz lepiej dogaduję się również z sąsiadami, chociaż te dzieciaki z dołu, a dokładniej Maćka, to bym wywaliła w powietrze! Bum! W szkole oceny idą… jakoś idą. Grunt, że nie jestem zagrożona :-). Pochwalę się… ostatnio dostałam 6 z informatyki… bijjacz! Jest ciepło, jest fajnie.., troszkę się zmieniło, ale nie znaczy, że na gorszę. Wszystko po mojej myśli, nie jest źle, nie narzekam. A co tam u Was? Walcie… zwierzajcie się… Pozdrawiam -> Beatrycze.

 

Ta notka była o mnie, bo chciałam Wam napisać, co tam u mnie słychać, ale obiecuję, że kolejny wpis będzie bardziej konstruktywny i będzie miał sens. No to do zoba! ;3 Pamiętajcie o KSIĘDZE GOŚCI!!!!! Kabooom!