No i co z tego wyszło?

Hejka ludki. Dzisiaj bez zbędnych oględzin, bez pieprzenia bez sensu, bez obrazków, ogólnie nudno.

Jakiś czas temu zaniedbałam tego bloga, chaos w mojej głowie, problemy osobiste ecetera. Teraz jednak zrozumiałam, że pisanie to moje hobby i nawet nie wiecie jak mi zrobiło się smutno, że musze opuścić tą platformę… teraz, gdy chciałam kontynuować, gdy się czuje na siłach. Zamiast jednak pojękiwać chciałam poszukać czegoś nowego, próbowałam masę stron, ale na wordpresie nie mogę się odnaleźć, próbuje na Blogger, ale też średnio. Może coś polecicie?

Szkoda, że tam musiało się skończyć. Foszek to masa mojej historii, osobistej pięcioletniej historii, do której już niestety nie wrócę… :( Pozdrawiam

Jak spędziłam Mikołajki? /Blogmas/1

Hejka. Jak mówiłam, tak stwierdziłam, że spróbuje reaktywować bloga. Co z tego wyjdzie nie wiem, na pewno dalszym wpisaniem nikomu nie zrobię krzywdy... no chyba, że umysłową, ale jak już mówiłam wchodzicie tutaj na własną odpowiedzialność. O czym będzie blog… o mnie o wszystkim, tak jak było. O moich przemyśleniach i o tym co się wokół dzieje, jak zwykle z zabawnej perspektywy. Będzie chaos, taki jaki był, ale ja jestem chaotyczna i nawet jak od podstaw stworzę blogasa to wciąż będzie tam bałagan… także zaczynamy pisać historię z dnia dzisiejszego!

Zanim będziemy kontynuować Szalony Kapelusz do końca roku pojawi się kilka notek z serii Blogmas, zapraszam! :)

Dzisiaj, jak co roku, chociaż z zupełnie inną ekipą niż zwykle <dlaczego ta ekipa, a nie inna opowiem innym razem> odwiedziliśmy Jarmark Bożonarodzeniowy w moim rodzinnym mieście Gdańsku. Pogoda nie dopisywała, ciśnienie nie było najkorzystniejsze… <czemu tak formalnie, Doris nie da się inaczej?>

Pogoda była chu*owa, rzekłabym – do dupy. Padał deszcz, a ciśnienie było tak niskie, że trzecia kawa tego dnia nie pomagała, albo wysokie, nie znam się. Jarmark był bardzo magiczny, nawet poczułam magię tych świąt, chociaż przyznam, że trochę mnie giry bolą. Na jarmarku można było zjeść jakiś bigos i ogólnie cholera wie co, ale wszystko tak śmierdziało, że klasycznie poszłam do maka na cheeseburgera. Po przejściu ulicy Długiej, która okazała się być ulicą tak długą, że powinna nazywać się… nie, w sumie mieli rację co do nazwy tej ulicy. Ogółem czołgaliśmy się mijając ludzi, którzy zapraszali nas do drogich restauracji po żarcie na które mój budżet krzyczy ,,nie”. Po długim marszu udało nam się dojść do AmberSky <taka karuzela w Gdańsku>, a obok była ciężarówka z Coca Colą i ogólnie ten cały szum. Pierwszy raz byłam na takiej akcji i szczerze mówiąc nie podobało mi się zbytnio. O ile w Bydgoszczy był koncert bodajże Cleo i byli jutuberzy, tacy jak Martin Stankiewicz, to tutaj niestety nie było nikogo, prócz kolejek do Świętego Mikołaja, czy tam po jakąś puszkę coli, czy sama nie wiem po co. Ogółem dziękuje miłemu Panu w stroju Mikołaja, że pozwolił zrobić zdjęcie sobie z małą Lenką, bo naprawdę nikomu nie chciało się tyle stać w kolejce, no a Młoda zdjęcie z brodatym chciała, jak to dziecko :). Tak czy siak na samą Coca Cole już nie pojadę, no chyba, że będzie Martin, bo książka <swoją drogą genialna> czeka na podpis u mnie w szufladzie. Ale jarmark cudowny, jak co roku.

Świąteczny czas #christmas #cocacola #jarmarkbozonarodzeniowy #gdansk

Świąteczny czas #christmas #cocacola #jarmarkbozonarodzeniowy #gdansk

A to nasza super ekipa, po lewej Patryk, z opaską świętego moja przyjaciółka Wiola, a na dole ich siostra Lenka, no i ja… z przedziałkiem „ala prądy rzeczne”. Świątecznie pozdrawiamy!

Świętny Kawałek… kumacie święty… świetny… hahaha! Hoł hoł hoł

Pozdrawiam -> Beatrycze.

Reaktywacja bloga? Spróbujmy.

Ostatnio mam jakieś takie dziwne nastroje. Coś się kończy, coś się zaczyna i nawet jak chcę coś zacząć, to obawiam się o klapę. No, że będzie z tego klapa. Założyłam niedawno nowego bloga, z tym skończyłam, stwierdzając, że jest tu straszny chaos. Ale na nowym blogu również był chaos. Pisać lubie, kocham, ale boje się, ze nie będzie odbiorców. Na początku na pewno nie będzie, ale jak nie zaczne, to się nie dowiem.

Wprowadzamy chaos! Notki będą trochę o mnie, troszkę o wszystkim. Tak jak było wcześniej. Jedno jest pewne na pewno dam Wam od siebie mega radochy i uśmiechu na twarzy, czasem nawalicie też w majciochy! Wracam ta cała ja, może ciut starsza i z troszkę krótszą fryzurą, a od Was zależy czy mnie pokochacie na nowo, taką jaka byłam… taką grubiutką mnie. No to czy zaczniemy zależy od Was!

Będę teraz pisało o tym co u mnie się działo <o ile będzie to ciekawsze, niż wydalanie> o tym co dzieje się w świecie, w internecie… a wszystko to z odpowiednią dawką humoru made in Beatrycze.

A co u mnie się działo przez te pół roku? Praca, kilka razy umyłam podłogę… a tak serio mega się działo, ale teraz zaczynamy od czystej kartki. Od tego co będzie, bo WRÓCIŁAM.

A teraz zaśpiewajmy sto lat, bo blog 1 grudnia skończył 5 lat. I chyba właśnie ta piąteczna skłoniła mnie do dalszego blogowania. Ave literki!

Zapraszam do komentowania, pokazywania swoich blogów na pewno odwiedzę! Pozdrawiam -> Beatrycze.

A żeby nie było pusto to pioseneczka superaśnego Accantusa z moim ulubionym Karolkiem w tle :)

Kończymy sezon ,,Wesoła Stokrotka” -> podsumowanie!

Hejka hej hej hej SIEMA!

Dzisiaj tak sobie już od  rana myślę o czym by tutaj dla Was napisać. Kiedyś pisałam oceniając innym, ale zdałam sobie sprawę, kim ja do cholery jestem, aby oceniać innych. Jak coś jest chujowe to jest i będzie. True.

No i tak w sumie z tego mojego bloga jest jeden wielki mętlik, staram się moje życie osobiste opisywać minimalnie, ale wiadomo czasami coś się zdarzy, co aż prosi o opisanie… ale jak sobie gapie na blogi/vlogi innych zajebistych ludków to mają taki sam burdel jak ja więc tam się nie przejmuje. A jak nie mają burdelu to mają takie blogi, że czytam 6 raz i nic ni chuuuia nie rozumiem. Także ten. No ludzie przekaz ma być w blogu, a nie jakaś polonistyczna metafora rodem z wierszy romantycznych!

Także wpadłam na pomysł, aby skończyć raz na zawsze z sezonem ,,Wesoła Stokrotka”. Wiosna w pełni, zaraz lato, więc czas na nowy, nowiutki sezonik. A teraz tradycyjnie małe podsumowanie!

Motywem przewodnim ,,Wesołej Stokrotki” było budzenie się do życia, czy się obudziliśmy to nie wiem, ale na pewno alergia moja to się zdążyła wybudzić na dobre. Starałam sie dobierać notki, ale czasami schodziłam z tematu, Ci co mają bloga zrozumieją, ze to nie takie łatwe… a więc pisaliśmy o:

No przede wszystkim o wiośnie, wszystko budziło się do życia, o ogniskach, było również o nudnych świętach wielkanocnych. Jedną z największych aktywności miał chyba wpis o grach planszowych, było o diecie i zmianach, Forever Child – czyli o byciu wiecznym dzieckiem o szukaniu pracy idealnej i o szybko, bądź wolno mijającym nam czasie. Czy się wybudziliśmy do życia? Ja tam nie narzekam!

Nowy sezon zwał się będzie Szalony Kapelusz. Będzie tym razem o cieszeniu się z życia. Ten sezon ma Was nauczyć, ale także i mnie, że trzeba się nie tylko rozwijać, ale cieszyć z każdej chwili, która nas otacza. Dlaczego kapelusz? – zauważyłam, że często w kapeluszach chodzą indywidualiści, ludzie, którzy znaleźli własną drogę, tor i naprawdę umieją się cieszyć z życia, z każdej chwilii. Taka metafora z dupy wiem.

Będzie mniej więcej o… różnego rodzaju wyjazdach, o tym jak spędzać czas, gdy jest się samemu, jak spędzać czas podczas burzy, będzie o tym na co czekałam ostatnio <Sekret> będzie o wyglądzie, indywidualiźmie… o kilku ciekawych filmach, o charakterach o gotowaniu, kobiecości … wszystko z perspektywy szalonego człeka, czyli mnie. Również będą tym razem 2 notki o problemach współczesnego świata. ZAPRASZAM!

A może Wy macie pomysły dla mnie na nowe wpisy? Pozdrawiam -> Beatrycze.