Kończymy sezon ,,Wesoła Stokrotka” -> podsumowanie!

Hejka hej hej hej SIEMA!

Dzisiaj tak sobie już od  rana myślę o czym by tutaj dla Was napisać. Kiedyś pisałam oceniając innym, ale zdałam sobie sprawę, kim ja do cholery jestem, aby oceniać innych. Jak coś jest chujowe to jest i będzie. True.

No i tak w sumie z tego mojego bloga jest jeden wielki mętlik, staram się moje życie osobiste opisywać minimalnie, ale wiadomo czasami coś się zdarzy, co aż prosi o opisanie… ale jak sobie gapie na blogi/vlogi innych zajebistych ludków to mają taki sam burdel jak ja więc tam się nie przejmuje. A jak nie mają burdelu to mają takie blogi, że czytam 6 raz i nic ni chuuuia nie rozumiem. Także ten. No ludzie przekaz ma być w blogu, a nie jakaś polonistyczna metafora rodem z wierszy romantycznych!

Także wpadłam na pomysł, aby skończyć raz na zawsze z sezonem ,,Wesoła Stokrotka”. Wiosna w pełni, zaraz lato, więc czas na nowy, nowiutki sezonik. A teraz tradycyjnie małe podsumowanie!

Motywem przewodnim ,,Wesołej Stokrotki” było budzenie się do życia, czy się obudziliśmy to nie wiem, ale na pewno alergia moja to się zdążyła wybudzić na dobre. Starałam sie dobierać notki, ale czasami schodziłam z tematu, Ci co mają bloga zrozumieją, ze to nie takie łatwe… a więc pisaliśmy o:

No przede wszystkim o wiośnie, wszystko budziło się do życia, o ogniskach, było również o nudnych świętach wielkanocnych. Jedną z największych aktywności miał chyba wpis o grach planszowych, było o diecie i zmianach, Forever Child – czyli o byciu wiecznym dzieckiem o szukaniu pracy idealnej i o szybko, bądź wolno mijającym nam czasie. Czy się wybudziliśmy do życia? Ja tam nie narzekam!

Nowy sezon zwał się będzie Szalony Kapelusz. Będzie tym razem o cieszeniu się z życia. Ten sezon ma Was nauczyć, ale także i mnie, że trzeba się nie tylko rozwijać, ale cieszyć z każdej chwili, która nas otacza. Dlaczego kapelusz? – zauważyłam, że często w kapeluszach chodzą indywidualiści, ludzie, którzy znaleźli własną drogę, tor i naprawdę umieją się cieszyć z życia, z każdej chwilii. Taka metafora z dupy wiem.

Będzie mniej więcej o… różnego rodzaju wyjazdach, o tym jak spędzać czas, gdy jest się samemu, jak spędzać czas podczas burzy, będzie o tym na co czekałam ostatnio <Sekret> będzie o wyglądzie, indywidualiźmie… o kilku ciekawych filmach, o charakterach o gotowaniu, kobiecości … wszystko z perspektywy szalonego człeka, czyli mnie. Również będą tym razem 2 notki o problemach współczesnego świata. ZAPRASZAM!

A może Wy macie pomysły dla mnie na nowe wpisy? Pozdrawiam -> Beatrycze.

 

 

Wiosenne przesilenie obowiązkami. Budzimy się do życia!

Czołgiem! To jeden z nadłuższych tytułów do moich wpisów, ale serio ciężko coś wymyślić czasem. W sumie pomysł na wpis wchodzi gdy siedze na tronie i wychodzi gdy z niego wstaje. No a na tronie cieżko pisać. Tym bardziej że ja jestem zwolennikiem pisania notek na laptopie.

Co mówi podłoga po remoncie?

- Jestem wykończona

(dokładnie to samo co mówię ja po pracy)

Ostatnio marudziłam, że lubie takie zalatanie. Nie lubie siedzieć przed telewizorem i zastanawiać się, czy w ,,Dlaczego ja” Janusz kocha Grażyne. No nie lubie. Lubie się rozwijać, rysować, szkicować i śpiewać <przy tym ostatnim współczuje moim domownikom, bo śpiewam jak połączenie Magdy Gessler i wyjącego kocura>. No i wrócił ten mój brak czasu, trochę się cieszę, trochę nie. Ryk budzika mnie unieszczęśliwia do tego stopnia, że przestałam lubić jedną z moich ulubionych piosenek bo jest ustawiony na dzwonek <Meghan Trainor ,,Mee too”>. Ale jak zapanować nad tym chaosem?

Przede wszystkim trzeba nauczyć się pilnować terminu i czasu. Do tego potrzebna jest mi górna część ciała zwana głową, różowe karteczki przyklejane wszędzie <ściana, lodówka, szafka, prysznic czy nawet kibelek>. Karteczki fajne są o ile będziecie pamiętać gdzie je zawiesiliście. Jeśli nie zapiszcie kolejną karteczkę gdzie zawiesiliście karteczke z napisem co musicie zrobić. Aż przypomina mi się scena z ,,Bruce Wszechmogący” :D.

Ogółem kalendarze, przypomnienia w telefonach, sortowanie skarpet… itd

Ja najbardziej nienawidzę kosić trawy. Skosiłam trawę, bo miał być grill. Nie odbył się bo lało. Trawnik podlany, tydzień później robimy grilla? Nie, bo trawa za wysoka.

Wiosna: 1     Ja: 0

Trzeba ogarnąć prezenty na urodziny, już niedługo jedziemy na Mam Talent, już niedługo wszystko! A ja się czuje jakbym wiecznie siedziała w piżamie. Jednak z tego wszystkiego najważniejsze jest planowanie wcześniej i myślenie co kiedy będziemy robić, tak aby czasem mieć jednak tą chwilę dla siebie :).

A Wy jak radzicie sobie z obowiązkami? Pozdrawiam -> Beatrycze.

Być wiecznym dzieckiem.

Witam. Ostatnie dni doświadczyły mnie, że ten cały rozwój osobisty to chujnia. Dlaczego? Człowiekowi nic się nie chcę robić, więc lubi się lenic, ale potrzebuje również samorealizacji <jak mądrze napisane>, a tego leżeniem na dupie nie osiągniemy. Jak to Ferdynad Kiepski mawiał ,,Wszyscy by chcieli tylko leżeć, a robić ni ma komu”. Coś w tym jest.

Jak się nazywa książka, która szpanuje?

- Bukszpan.

 

Jak wiecie jestem takim dzieckiem w formie dorosłego osobnika, który wygląda na max 17 lat. No ale mam 21 lat i wypadałoby się w końcu ogarnąć, co nie jest moją najlepszą stroną. Nienawidzę pracy. Czuje się tam jak mały kamieniek wokół głazów. Taka odpychana, nikt o mnie nie myśli. Przestrachana. A w szkole? W szkole było inaczej. I osobiście jak ktoś mi powie, że chcę pracować to dostanie ode mnie w ryj. I tyle o mnie.

Strasznie tęsknie za tym, że jedynym problemem dla mnie było to, że nie zdążyłam na wieczorynke. Nie zastanawiałam się, czy dobrze zapisałam coś w kalendarzu, cieszyłam się w wyjścia do kina z klasą. A dzisiaj? Dzisiaj już tego nie ma. I nie będzie. Ale nie mówię, że jest źle. Chcę właśnie udowodnić sobie że można kochać życie takim, jakie jest. A jeśli chcemy może być zajebiste. Czy to w pracy, czy w szkole, czy na uczelni. Trzeba się zastosować do tych trzech zasad:

1. Uśmiechaj się i rób to, co sprawia Ci przyjemnośc.

2. Bądź dobry dla dobrych ludków i zły dla złych.

3. Jeśli coś Cię wkurwia, zmień to.

W ten sposób można przerwać tą monotonną nudną dorosłość. I trzeba pamiętać, że bycie wiecznym dzieckiem wcale nie jest takie złe. Owszem trzeba się rozwijać, jak mówi nasz sezonik, ale róbcie to w sposób jaki Wam odpowiada i jeśli jesteście dziecinni, to wcale nie musi być Wasza wada.

No to jak kto ma ochotę zagrać w badmingtona? <jak śnieg przestanie padać?>

A Wam jakie wspomnienia opisują dziecinstwo? Pozdrawiam -> Beatrycze.

PS: Wsłuchajcie się w tą piosenkę na dole… jakie to prawdziwe!

Jak znaleźć w sobie wewnętrznego świra.

Zauważyłam pewną ciekawą zależność. Nie mam pojęcia czemu, ale więcej komentarzy jest wtedy, gdy piszę o jakimś problemie. Nie mam pojęcia, dlaczego lubicie czytać smęty. Myślałam, że będzie odwrotnie. Tak czy siak, dzisiaj będzie pozytywnie.

Zapomniałam się przywitać.  Także Siemaneczko.

Klasycznie zaczynamy od Pana Suchara:

Przychodzi świerzo upieczone małżeństwo do nowego lokalu, który chce wynająć. Oprowadza więc ich właściciel. Wchodzą do sypialni, a tam kuchnia… wchodzą do salonu, a tam kuchnia, wchodzą do łazienki, a tam kuchnia… wchodzą do kuchni, a tam właściciel stoi i mówi ,,Przepraszam, że niepokoje” ~badumtss

Usłyszane na przystanku autobusowym. Zacnych ludzi można tam spotkać.

Świr już nie kojarzy nam się z patologią, czy siedzeniem u psychiatry, białe ściany, ta dziwna kurtka z rękawami…  przy utworze Hera Koka Hasz Karoliny Czarneckiej <kliknij tu, aby posłuchać historii Jimmiego>, ale z takim pozytywnym ludkiem. Sęk w tym, że nie lubie ludzi, którzy cholernie udawają. Nie da się być szczęśliwym 24/h, tak samo nie da się być ciągle smutnym. Świry to w dzisiejszym świecie artyści, indywidualiści… pewnie większość z Was posiadających bloga jest niezłymi świrami. Nikt z nas tego nie chowa, ale czasami trzeba. Tak jak opowiadałam Wam w poprzednim wpisie o charakterach. Ja jestem dziecinna i osobiście mam gdzieś to, czy reszcie to pasuje. Mam swoje problemy, jak każdy, ale to nie innych biznes tylko mój.

Znalezienie w sobie wewnętrznego świra jest tym samym, jak cieszenie się z każdej głupoty. Mało kto tak umie. Przykładowo dostajesz banana… normalny człowiek nawet nie zwróci uwagi, że w lodówce jest banan, a taki świr ocenia jego zajebistość, czyli cieszy się z posiadania banana <swoją drogą ktoś z Was kiedyś się poślizgnął na skórce?>.

Także odpowiadając na pytanie tytułowe:

1. Kup sobie banana.

2. Zjedz go.

3. Poślizgnij się na skórce.

Tak wiem. Ta notka do mądrych nie należy, ale to jest taka moja wewnętrzna metafora, abyście cieszyli się tym, co Was otacza i nie martwili się jutro, bo to jest zbędne. Tak robią świry i życzę Wam, abyście nimi zostali.

Bądźcie pozytywnie rąbnięci.

A czy Wy ostatnio zrobiliście coś ,,głupiego”? :D Pozdrawiam ->Beatrycze.

A na koniec mam dla Was coś z humorkiem, zapraszam serdecznie!

 

Być jak Stuart Malutki.

Hejka Wam wszystkim! Tamdadadam, zaczynamy od suchara:

 Jak się nazywa lekarz, który leczy pandy?

- Pandoktor.

foch4eversezon32.jpg

A oto kolejny wpis z serii naszego balonika, który dzisiaj nawet ma dobry humor, bo się wyspał. Bajdełej, dzisiaj chciałabym poruszyć temat o którym jakoś mało się gada. I nie nie będzie o bajce <chociaż moje drugie ja mówi mi, że szkoda>, ale będzie o tych ludziach takich wielkich przy których my, szare myszki, czujemy się jak ta myszka w tytule. Mam nadzieję, że nie jebnęłam byka w imieniu owej myszulki.

Jak idziecie na studia, pierwszy dzień, zastanawiacie się nie tylko po chuj na nie poszliście <chociaż to bardziej dochodzi do Was w czasie sesyjki>, ale także czujecie się tacy malutcy. Wiecie, że nie wiecie co i jak. Tak samo jak szliście do przedszkola, podstawówki… i wchodzicie w szary świat zmodyfikowany przez przedstawicieli wyższej sfery, którzy NAPRAWDĘ wiedzą co zrobić z małymi dzieciakami i jak przerobić te kolorowe uśmiechnięte mordki w korpo świrów. Najgorzej jest wtedy, kiedy znajdziemy swoje ja, a później okaże się, że to ,,ja” nie było tym, czego szukaliśmy. Coś jak Chylińska i pisanie książek, albo gościu męczący się w tym czego nie znosi tylko po to by zarobić. Jak to mówił Niekryty Krytyk… nie idź na biolchema, tylko dlatego, że Twoja koleżanka lubi chemie, a Ty nie wiesz o co chodzi z tą kolorową tablicą i ledwo co masz dwóje z tego przedmiotu. Czy jakoś tak… na szczęście w nieszczęściu są jeszcze płatne studia, gdzie przyjmą Cię z otwartą ręką gdziekolwiek chcesz…. o ile masz kasę, no a z tym ciężko.

Jeszcze jak jesteście takimi złowrogimi balonikami jak ja to w ogóle ciężko. Nie umiesz się wydrzeć, pokazać swojej MOCY. No bo jej nie masz… i siedzisz jak mysz pod miotłą. Najchętniej zamknąłbyś się w pomieszczeniu i pojękiwał <jakkolwiek to brzmi>, bo świat jest głupi, a Ty do tego nie umiesz się przystosować. Bo tak jest. Przynajmniej ja tak mam. A nie chcę być korpoświrem. Chcę w życiu robić coś, co kocham, co chociaż po części będzie mi sprawiało przyjemność i przy tym wszystkim chcę pozostać sobą. Ubraną na czarno, dziwną i specyficzną jednostką.

I od dzisiaj zaczne to robić, albo spróbuje. Spróbuje wybić się na tym co kocham. Z energią niczym ludzie śpiewający gospel. Życie jest za krótkie, aby nie próbować.

A Wy co chcielibyście robić za 10 lat? Dążycie do tego? Pozdrawiam -> Beatrycze.