Urodziny.

Witam wszystkich w pierwszej notce, trzeciej już serii o nazwie ,,Złowrogi Balonik”. Zastanawiam się, czy to nie powinna być pierwsza seria czegoś zupełnie nowego, ale zdecydowałam się na kontynuacje. Szczerze jest mi cholernie ciężko, bo strasznie Wam mieszam w głowie. Raz piszę o tym, raz o czymś innym, bez ładu i składu. Kiedyś oceniałam innych i w sumie tylko to robiłam, ale zdałam sobie sprawę, kim ja do cholery jestem, żeby oceniać czyjąś pracę, nawet jeśli mi osobiście wydaje się ona chujowa.

Tak jak mówiłam będę teraz cisnęła tutaj mój natłok emocji. Więc nie piszcie, że za dużo przekleństw. Nie czytajcie, a uszanuje. Chcę mówić co mam w serduchu, chcę być szczera, a nie pitolić wiersze, których pisać nie umiem.

Jak nazywa się ubikacja jednookiego potwora?

- cyKLOP :D

foch4eversezon3

Skąd się więc wzięła nazwa? Spróbujcie wymówić słowo BALONIK w taki sposób, żeby było wrednie. No się nie da, podobnie jak z bąbelkiem. I ja się czuje jak taki właśnie balonik. Już nie chodzi o moją tuszę, po nieudanych próbach stworzenia idealnej frytki…. ale chodzi o to, że ja się czuje jak ten jebany balonik.  Bo czasem chcę być zła. Ale nie potrafię, no nie umiem. Nawet nie wiecie do końca jak ja wyglądam, to sobie wyobraźcie Zuzanne Borucką <- kliknij, aby zobaczyć jak Ona wygląda., która nawala się z dresami. Tak się czuje, gdy jestem na kogoś zła. Coś jak wściekły jednorożec z My Little Pony. Dlatego jestem Złowrogim Balonikiem… i się mszczę… ale jeszcze nie wiem na kim!

Ale wróćmy może do dzisiejszej notki…

Urodziny. Każdy z nas je ma, obchodzi, czy nie, no ale posiadamy jakąś tam datę urodzin i w sumie jakkolwiek byśmy się schlali i tak będziemy ją pamiętali. Ale wiecie co, ja osobiście tego dnia nienawidzę. Strasznie.

To jeden z trzech moich najgorszych dni w roku… okresów wraz z Sylwestrem i Wielkanocą zajmuje aż drugie miejsce. Głównie dlatego, że tak jak z tymi dwoma nie wiem jak mam się zachować tego dnia. Nie umiem się zachować jak solenizantka. Kiedyś oglądałam film, jak ziomek był tak zapracowany, że zapomniał o swoich urodzinach, a ja Wam powiem, że się tak nie da, tak samo jak myślałam, że zapomnienie o urodzinach bliskiej osoby, jak to bywa również w filmach jest nierealne, jednak tu się myliłam, bo raz miałam taką sytuacje. Nie była przyjemna, ale chociaż nie musiałam świętować. Nienawidzę tego uczucia jak śpiewają mi sto lat. Nie wiem co mam robić, wstać, siedzieć, śpiewać z nimi, klaskać, drapać się po głowie, czy może zacząć piec gofry.

Chyba najbardziej wkurzającą ,,rzeczą” jest to, jak Ty komuś co roku kupujesz prezent, bo uważasz, że tak jest zajebiście, a ta osoba nawet życzeń Ci nie złoży. Troszkę to boli, bo zawsze sugerowałam się tym, żeby się w jakikolwiek sposób odwdzięczać. W tym roku zrobiłam ciut inaczej, może nie uwierzycie, ale każdego mojego znajomego, no trochę bardziej bliższego niż te same twarzyczki Facebookowe obdażyłam jakimś prezentem. Malusim. Jest to liczebność jedenastu mordek i z ciekawości chcę zobaczyć ile z tych jedenastu mordek chociażby będzie pamiętało o moich urodzinkach.

Nie, nie mam dzisiaj urodzin, mam jedenastego lutego i najchętniej zamknęłabym się w szafie na klucz i nie wychodziła, bo jak wyjdę Ci wszyscy ludzie z fejsa będą mi składali życzenia. Nikt nie będzie miał czasu i nikt do mnie nie wpadnie bo nie wypada przeszkadzać w świętowaniu czegoś, czego nie świętuje bo nikogo nie ma. Także ten no… przechodząc do setna, nie chcę imprezy, bo nie jestem typem imprezowicza, chcę świętego spokoju i dużo ciastek Oreo.

A czy Wy lubicie swój dzień urodzin? Kiedy je macie?  Pozdrawiam -> Beatrycze.

Co mnie najbardziej wku*wia.

Witajcie.  Dzisiaj od takiej mojej drugiej strony chciałabym Wam się pokazać, chyba takiej z której mnie nie znacie. Może bardziej zajebistej, może i mniej.

Zmieniamy konwencje bloga!

Jak już wiecie, często przeklinam w blogu, mówię prosto i bez owijania w bawełnę, bo lubię taką cholerną szczerość, to wiedzcie, że ta notka, a także większośc późniejszych notek po kuchennej rewolucji, którą mam zamiar wykonać będą miały taki charakter, więc jak kogoś to razi, denerwuje to niech dalej nie czyta. Ja to szanuje…

Dzisiaj chciałam powiedzieć o tym, co mnie tak naprawdę irytuje... i właściwie nie wiem od czego zacząć, bo świat, który mnie otacza zmusił mnie do zmiany mojego postępowania. Zawsze byłam miła, uczciwa, nie łamałam prawa, w zamian za to dostałam kopa w dupę w postaci tego, że w życiu idzie mi, jak ślimakowi na autostradzie. Od 2017 chcę to przełamać i wreszcie przestać myśleć wstecz, że kiedyś zrobiłam z siebie ofiarę losu na prawku, że powiedziałam coś głupiego 30 marca, że miałam chujową osiemnastkę, czy że pomimo tego że ślęczałam nad książkami mam średnią lekko powyżej trzy. Chyba popadłam w depresje. Boje się cokolwiek zmieniać, bo zmieniam swoje ,,ja” milion razy dziennie. Raz się ciesze z życia, raz czuje się jak Ferdek Kiepski, a raz chcę zabić siebie bo mam okres. I to nie jest fajne.

Co mnie najbardziej wkurwia to chyba ludzie. I ich nienawiść. Zacytuje, co napisałam na swoim prywatnym Facebooku, tuż przed tym, jak wywaliłam sama siebie z pracy:

,,Czasami zastanawiam się, czy ludzie rodzą się z taką nienawiścią, czy przychodzi ona z wiekiem”

To była jedna z moich pierwszych prac, gdzie nauczyłam się, że bycie słodką, nastawioną na sukces kobietką nie ma sensu. W świecie trzeba być wrednym, coś „jak nie będziecie komentować bloga to spale wam dom” <oczywiście żartuje, mam za mało zapałek xd>. Muszę się nauczyć być mocną, bo widzę jak przegrywam. Zaczęłam brać wiele z moich dwóch teorii, które sama wymyśliłam:

  1. Z twarzy można przeczytać, czy ktoś jest wredny, czy miły.
  2. Bądź wredny dla tych co są dla Ciebie wredni i miły dla tych, którzy są w stosunku do Ciebie sympatyczni.

Nienawidzę tego, że są wieczne wojny, panuje głód na świecie, klechy nic nie robią prócz zbieraniem hajsu dla siebie i panuje wieczny rasizm. Za to nienawidzę też siebie. Nienawidzę, że jestem człowiekiem.

… -> kropki nienawiści

A teraz małe ogłoszenia parafialneee!

Jest to ostatnia notka z tej serii! Oczywiście wciąż będzie z moim jakże obłędnym poczuciem humoru. A jak macie pomysł na wpis podrzućcie coś! Pozdrawiam -> Beatrycze.

 

Żegnaj 2016, witaj 2017.

Witajcie w pierwszym wpisie w nowym roku. Kakao jest, cukierki są, masa będzie, choinka obok się uśmiecha, a my wciąż nieustannie próbujemy zauważyć świąteczną magie w światełkach na choince. Wczoraj mi się udało.

Czasami gdy piszę do Was tzw ,,czołówkę”, mam wrażenie, że pracuje w radiu. Nie wiem dlaczego, może dlatego, że chciałabym kiedyś spróbować. #bomarzyćkażdymoże :)

Zapraszam na jedną z ostatnich notek naszego drugiego sezonu <póki nie znajdę pomysłu na nowy sezon, będzie wciąż ciasteczko>!

Nie obyło by się bez klasycznego sucharka! Z takim troszkę świątecznym akcentem…

-Dlaczego choinka nie jest głodna?

.

- Bo jodła.

 

Badumtsss

Rok temu pokazywałam Wam zajeeeebysty występ Meghan Trainor na Youtube. I serio coś w tym jest, jak tak patrzę na poprzedni roczek <zapraszam do ogarnięcia tego filmiku poprzez „kliknięcie tutaj„>. A czy ja osobiście jestem dumna z 2016? Moim zdaniem tak był nawet mega spoko <-super podsumowanie, nie ma co> . Ja Wam nie będę mówiła o moich postanowieniach, bo są nudne jak flaki z olejem, ale dam sześć krop. Trzy o moich sukcesach w tym roku, żeby pokazać Wam, jaka jestem zajebista i jedną… no dobra też trzy <krzyczy moje sumienie> o moich porażkach 2016.

SUKCESY

  • Zdanie PRAWA JAZDY w lipcu no i MATURY bez poprawek<która mi nic nie dała, czego dowiecie się później na dole :D>. Szczególnie z tego pierwszego jestem wyjątkowo dumna. I jeszcze wszyscy żyją <błagam żeby tak było cały czas>.
  • Zrobienie sobie pierwszej, bo choć małej to wyjątkowej dziarki 21 marca! Napis ,,Forever Child” po dziś dzień się nie zmył!
  • Że wreszcie przestałam się wstydzić swojej osoby. Wiem, że to dla Was dziwne <poczytajcie o ludziach innych to się troszę dowiecie… tam po lewej na pasku>, ale dla mnie to nie jest dziwne <no dobra jest…>, że wreszcie udało mi się pójść do fryzjera i zrobić zabieg, który zwlekałam jakieś trzy, cztery lata. Nie było się czego bać.

PORAŻKI

  • Główną porażką jest to, że nie mogę sobie znaleźć jakieś pracy, która w jakimkolwiek stopniu by mnie satysfakcjonowała. Zawsze jest coś, albo mobbing, albo jakaś masakra i ciągle myślę, że się nie nadaje.
  • To, że nie poszłam na studia mimo, że mam mature. Nie mam po prostu na nie kasy… patrz punkt pierwszy i też dlatego, że …
  • … dlatego, że  wciąż nie wiem co chcę robić, nie do końca chyba chcę zostać przy tej reklamie. Myślałam o zostaniu przedszkolanką, ale czy to jest na pewno dla mnie? Nie wiem co chcę robić… kompletnie.

A jeśli chodzi o moje postanowienia na 2017 to chcę więcej ćwiczyć, zrobiłam sobie taki swój własny regulamin. Jak od niego schudnę jakimś cudem, dam znać… na razie chodzi głównie o motywacje. Jak sobie za duże cele postawie to ich nie spełnie. Jak teraz to pisze mija 18 godzin od nowego roku i na razie postanowień się trzymam. Chcę też znaleźć pracę, pójść na studia i wreszcie zmienić te ostatnie trzy kropy w te pierwsze! No i moje główne postanowienie… żyć długo i szczęśliwie!


A sama dostałam taką książeczkę. Może gimbusiarskie trochę, ale co tam. Nazywa się ,,Moje Q&A”. Codziennie przez trzy lata odpowiadasz na różne pytanie. Każdego dnia na jedno i patrzysz, jak się zmieniasz przez te trzy 36piątki. Ciekawe wyzwanie. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Dzisiaj odpowiadam na pierwsze pytanie.

moje-q-a-3-letni-dziennik-b-iext44013466

A Czy Wy macie jakieś sukcesy, porażki i postanowienia. Podzielcie się. W komentarzu wypiszcie minimum jeden sukces, porażkę i minimum jedne postanowienie noworoczne. Możecie też się rozpisać, ja chętnie czytam komentarze i cieszę się, jak czytacie te wypociny. Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego na 2017!!! -> Beatrycze.

 

#Świątecznie Inaczej 3 – Niejadalne żarcie.

Witam serdecznie po świątecznym zgonie. Udało mi się pobić rekord i przytyć spokojnie do tego rozmiaru, że można już wyrabiać masę… na pierożki ma się rozumieć. Ale zawsze się pocieszam później, stając na wagę z krzesłem obrotowym, który waży pare kilo i sobie myślę… że tak źle jeszcze nie jest :D <nie pytajcie… to jest najcięższy przedmiot w pokoju, który mogę unieść i który może uchronić mnie przed apokalipsą zombie, bo stoi po mojej prawej stronie>.

Patrzę na fejsika i tam co drugi post o tym, że jesteśmy objedzeni, że w święta się je i tak dalej… no i że mimo pełnego brzuszka życzymy sobie, cytuje ,,jeszcze serniczka”.

Serniczek jest dobry, byle nie z rodzynkami. To już przesada i gwałt na tradycji… Problem w tym, że ja bardzo mało rzeczy jem. Znaczy jem <to widać po mnie zdecydowanie…> ale dużo rzeczy nie lubie. Dla mnie potrawy Wigilijne to jakaś wielka masakra, bo nigdy nie wiem w co widelec włożyć. Nie przepadam za rybami, także tylko poskubie, bo coś śmierdzi mułem, coś posmakuje i dziwny smak posiada… nawet nie jem uszek, czy barszczu, bo mi to po prostu nie smakuje.

We wielu domach można szamać normalnie sobie kurczaka w ten dzień i to nie jest ponąć niezgodne z Kościołem, ale bardziej ,,ciśnie” na to tradycja. Że raz do roku jest rybka i basta! A jak tej rybki nie lubisz to masz problem, najadasz się ciastem, albo czekoladkami, które dostaniesz pod choinką i masz zgon słodyczowy. Problem jest później z masą jedzenia, które się psuje, bo jest tego zdecydowanie za dużo. Jak w każdej rodzinie jest coś co znika natychmiast, jak np. u nas ciasto rafaello, czy później bigosik, ale jest coś czego właściwie nikt nawet nie tknie, bo są zdecydowanie lepsze rzeczy na stole. Tradycja to 12 potraw. Na każdym stole. Właściwie obojętnie czy przy tym stole są dwie osoby, czy 20. Można więcej, ale tradycja to tradycja…

<dla Was filmik do pośmiania się :D>

I właściwie potem to jedzenie trafia do śmietnika. Aż żal patrzeć. Mówią o jakiś miejscach, gdzie można zostawić takie jedzenie i dać potrzebującym. Super sprawa, chętnie bym oddała, ale problem tkwi w tym, że u nas takich miejsc nie ma. Tym bardziej u mnie, bo mieszkam na wsi, nawet gdybym chciała dać zwierzątkom, najbliższe są w lesie, ale ich nie wolno dokarmiać… Nie kumam też tego, dlaczego Święta są tak blisko Sylwestra. Wywalimy jedzenie i znowu robimy praktycznie takie samo żarcie. Fuck logic. Dla mnie Sylwester mógłby nie istnieć. Wprawdzie każdy z nas w tym roku spędza go z Dudą, ale moim zdaniem jest to wymuszone święto i od 5 bitych lat nic nie robię, uważam to za najzywklejszy dzień. Najchętniej poszłabym na jakiś koncert, ale ,,nikomu nie chce się marznąć”, to co… sama mam iść? Petard nie lubie, pies się boi, samego go nie zostawie… wiadomo. I tak co roku…

Także mam dla Was pytanie. Co robicie w sylwestra i co polecicie osobie, która go nie znosi…?

No i jeszcze mała sonda… sernik z rodzynkami, czy bez nich? :D Pozdrawiam -> Beatrycze

#Świątecznie inaczej 2 – Czego w świętach NIE LUBIE!

Witam. Jak zwykle wpis podzieliłam na dwa dni. Jestem świadoma, że zgodnie z obietnicą wiszę Wam moje zdjęcie w obciachowym sweterku. Także musze wykonać je i pokazać swój seksapil <a właściwie jego brak…>.

15401377_1217313808348403_1379466308_n

 

A oto moja obrażona na cały świat psinka :) Również życzy wesołych świąt, chociaż tego nie okazuje bo jest bardzo roszczeniowa…

Dzisiaj będzie o tym, czego w świętach nie lubie. Także żeby się lepiej czytało wstawie kropki. Bo są zajebiste.

  • Sprzątania. Właśnie jestem po dwu godzinnym czyszczeniu kabiny prysznicowej i mam nadzieję, że jest zdatna. Na święta… taka wiecie tradycja. <czeka mnie jeszcze kibel>. Sąsiadka stwierdziła, że ,,źle zamiatam klatkę schodową”. W myślach chciałam jej powiedzieć, że mogę jej ten trzonek wsadzić w … makowca.
  • Jak mi sok z pomarańczy w oko wpadnie. To jest straszne!
  • Gdy dostanę kartke świąteczna, a sama nie wyślę nic tej osobie. Bo już za późno i dojdzie po świętach!
  • Sprzątania igieł z choinki.
  • Jak ktoś ciągle mówi, że nienawidzi świąt i wkurza przy tym innych.
  • Jak biedni ludzie muszą pracować w wigilie. Nigdy nie robiłam tego dnia zakupów. Można wcześniej.
  • Jak ludzie nabijają się z mojego zapału świątecznego :(
  • Kiedy nikt nie chcę oglądać ze mną Kevina…
  • Dzielenia się opłatkiem z obcymi ludźmi na pasterce. Dlatego na nie nie chodzę…
  • Gigantycznej kolejki do spowiedzi. Ostatnio chciałam dokonać rezerwacji.
  • Piosenki ,,Last Christmas”. No ile można…
  • Nieetycznego trzymania karpii w sklepach. U nas na stole karpia nie ma. I żyjemy :)
  • Tego uczucia, że zawsze coś musi się spie*dolić w święta. Gaz się skończy, gazówka się zepsuje/piekarnik, woda w kranie cieknie…. zawsze COŚ!

Ale tak czy inaczej święta są raz w roku i mają moim zdaniem zdecydowanie więcej pozytywów, niż negatywów. Bynajmniej ja tak to widzę. Lubie bardzo dawać prezenty, dzielenie opłatkiem nie sprawia mi trudności, bo życzenia, które wymawiam są szczere. Kocham to, że można coś przeżywać z innymi ludźmi… z masą innych ludzi.

Kończąc moją wypowiedź, bo się rozkleje… to chciałabym Wam zapowiedzieć typowe hasła, które pojawiają się podczas Świąt Bożego Narodzenia!

,,Nie jedz tego… to na święta”; ,,W tym roku to ciasto jakoś gorzej mi wyszło”; ,,Zostaw miejsce dla niespodziewanego gościa”; ,,Kiedy ja byłam młodsza nie było takich prezentów”; ,,Kiedy będzie Mikołaj?”; ,,Mikołaj przyjdzie kiedy talerze będą puste”;,, Ale urosłeś!”; ,,Tyle się narobiłam a wy i tak nic nie jecie!”;,, Te pierogi to robione, czy kupne?”; ,,Ale jestem pełny… zjem jeszcze serniczka!”; ,, Święta, święta i po świętach!” ; ,,Jedzcie, bo się zmarnuje!”; ,,Jedzcie, bo jutro to nikt ryby nie tknie!”; ,,Oglądamy Kevina?”; ,, Masz już jakąs sympatie?” … itd

 A teraz tak szczerze dla Wszystkich Czytelników i innych bloggerów! W te wyjątkowe dni chciałabym życzyć Wam wszystkiego najlepszego. Przede wszystki zdrowia, bo jest ono jedno i najważniejsze. Chwil spędzonych w gronie najbliższych, radości, masy prezentów pod choinką i aby nie doszło do żadnej świątecznej katastrofy! A wszystkim blogerom życzę dużo wejść na stronę i poztywnych komentarzy! WESOŁYCH ŚWIĄT

A kończąc moją wypowiedź oto mój sweterek <wybaczcie brak twarzy… brak makijażu :D>

foch4ever.blog.plswieta (2)