Wiosenne przebudzenie.

Jakie jest najlepsze uczucie blogera na świecie? – Kiedy pisze kolejny wpis i nagle wyskakuje okienko, że ktoś napisał komentarz. To tak bardzo motywuje. Dzięki!

Witam i zapraszam na kolejny wpis z serii <famfary proszę..>

I zajebiście. Klasycznie tym razem nie zaczniemy, bo zamiast suchara mam dla Was screena z komentarza! :D

foch4ever.blog.pl screen

Wiosna to dla większości z Was najlepsza pora roku. Ja wolę zimę, nie wiem w sumie dlaczego, może dla wyjątkowego klimatu <chodzi o to że w zimowych ubraniach każdy wygląda grubo>. I święta są…no. Wiosna też jest spoko. Jesień nudna, w lato jest całkiem sympatycznie o ile się nie pocisz jak zdechła świnia i nie ocierasz o owłosioną pachę nabuzowanego gościa, który wysiadając okazuje się kobietą. Łotewer…

Tak czy siak już niedługo wiosna. Dzisiaj rano jednak okazało się mi, że wiosenne przebudzenie wcale nie jest takie proste. I dla mnie i dla Was. Po pierwsze wszędzie jest błoto! Wchodzisz, a twoje nowe buty <kupiłam sobie ostatnio i ociekają wręcz zajebistością> są w połowie w brązowej, kleistej mazi. Ba! Twoje jasne spodnie są upierdolone do kolan, bo nie umiesz chodzić. Chociaż błoto to jeszcze nic…. spora sterta starego śniegu odkrywa przed nami urodzajność naszej gleby. Czyli oczywiście mam na myśli psie gówna na każdym kroku. Ale jest też dzięki temu możesz nauczyć się tańczyć flamenco <kto skumał niech klaszcze>. Ja już wpadłam na trzy takie placki. Emocje wkurwienia sięgnęły zenitu. A szkoda bo bardzo lubie psy.

I ten wiatr. Piździawica. Wychodzę z ośrodka zdrowia z wynikami badań, kilka kroków i sru… kartka na brudnej, mokrej ziemi. Chcę ją podnieść, schylam się, a ta leci przez całą ulicę… podczas czego prawie przejechał ją samochód, a ja uradowana przechodzę na drugą stronę, żeby złapać kartkę, a ona plum… oddala się i wpada do kałuży dwa na dwa metry. Po kilku minutach pada pytanie.

Proszę Pani może Pani jeszcze raz wydrukować? <+ szczery uśmiech, jak u gościa z gazetki Lidlowskiej (+5 do zajebistości)>

Także po zimie odkrywane jest wszystko, kupy, śmieci, wieje wiatr, sąsiedzi wychodzą ze swych norek i odkrywają nowo zielone środowisko… a ja? Kupiłam sobie buty do biegania. Ale boje się, że gównianie się sprawdzą <nie wiem, czy istnieje słowo gównianie, ale mam to gdzieś bo to mój blog>.

Bajdełej czekam aż mi ptak nasra na łeb i będę spełniona.

A ja mam dla Was dobrą i złą wiadomość.

Zła jest taka, że kamera mi się rozpierdoliła, a dobra jest taka, że okazało się, że wystarczy jej wymienić baterie.

Także już niedługo będziecie mogli się spodziewać czegoś na youtubie. Kupiłam cztery baterie. Zaszalałam. A Wy mieliście jakieś ciekawe historie przed wiosenne? Pozdrawiam -> Beatrycze.

 

 

Jak znaleźć w sobie wewnętrznego świra.

Zauważyłam pewną ciekawą zależność. Nie mam pojęcia czemu, ale więcej komentarzy jest wtedy, gdy piszę o jakimś problemie. Nie mam pojęcia, dlaczego lubicie czytać smęty. Myślałam, że będzie odwrotnie. Tak czy siak, dzisiaj będzie pozytywnie.

Zapomniałam się przywitać.  Także Siemaneczko.

Klasycznie zaczynamy od Pana Suchara:

Przychodzi świerzo upieczone małżeństwo do nowego lokalu, który chce wynająć. Oprowadza więc ich właściciel. Wchodzą do sypialni, a tam kuchnia… wchodzą do salonu, a tam kuchnia, wchodzą do łazienki, a tam kuchnia… wchodzą do kuchni, a tam właściciel stoi i mówi ,,Przepraszam, że niepokoje” ~badumtss

Usłyszane na przystanku autobusowym. Zacnych ludzi można tam spotkać.

Świr już nie kojarzy nam się z patologią, czy siedzeniem u psychiatry, białe ściany, ta dziwna kurtka z rękawami…  przy utworze Hera Koka Hasz Karoliny Czarneckiej <kliknij tu, aby posłuchać historii Jimmiego>, ale z takim pozytywnym ludkiem. Sęk w tym, że nie lubie ludzi, którzy cholernie udawają. Nie da się być szczęśliwym 24/h, tak samo nie da się być ciągle smutnym. Świry to w dzisiejszym świecie artyści, indywidualiści… pewnie większość z Was posiadających bloga jest niezłymi świrami. Nikt z nas tego nie chowa, ale czasami trzeba. Tak jak opowiadałam Wam w poprzednim wpisie o charakterach. Ja jestem dziecinna i osobiście mam gdzieś to, czy reszcie to pasuje. Mam swoje problemy, jak każdy, ale to nie innych biznes tylko mój.

Znalezienie w sobie wewnętrznego świra jest tym samym, jak cieszenie się z każdej głupoty. Mało kto tak umie. Przykładowo dostajesz banana… normalny człowiek nawet nie zwróci uwagi, że w lodówce jest banan, a taki świr ocenia jego zajebistość, czyli cieszy się z posiadania banana <swoją drogą ktoś z Was kiedyś się poślizgnął na skórce?>.

Także odpowiadając na pytanie tytułowe:

1. Kup sobie banana.

2. Zjedz go.

3. Poślizgnij się na skórce.

Tak wiem. Ta notka do mądrych nie należy, ale to jest taka moja wewnętrzna metafora, abyście cieszyli się tym, co Was otacza i nie martwili się jutro, bo to jest zbędne. Tak robią świry i życzę Wam, abyście nimi zostali.

Bądźcie pozytywnie rąbnięci.

A czy Wy ostatnio zrobiliście coś ,,głupiego”? :D Pozdrawiam ->Beatrycze.

A na koniec mam dla Was coś z humorkiem, zapraszam serdecznie!

 

Orki z Majorki, czyli o naszych charakterach.

Witam. Serio długo się męczyłam, aby coś dla Was przedstawić, coś sensownego. Ostatnio masę czasu spędzam na blogach związanych z kosmetykami. Okazało się, że jestem kobietą.

 

Gdzie muchy kupują sobie buty?

-w tse tse tse! :D

Jak wiecie ludzkie charaktery się zmieniają z wiekiem, na początku beczymy z każdego powodu, bo jesteśmy mali, a później już podchodzimy poważniej do pewnych spraw <chyba, że jesteście mną>. Charakter zmienia sytuacja życiowa, która często zmusza Nas do czegoś, to wszystko co nas otacza. Właściwie z tego charakteru często wynika jacy jesteśmy… dusza artystyczna, dziwak, kucharzyk… często mając taką, czy inną cechę charakteru lub jej brak nie możemy czegoś robić. Na przykład niecierpliwa osoba nie powinna pracować w szkole, czy uczyć na kurs prawa jazdy. No ale z tym różnie to bywa, bo światem rządzi zielenina, sałata, hajs… czyli jednym słowem pieniądze.

Ale macie tak czasem, że w sumie zastanawiacie się do czego macie dążyć… nie wiecie, czy to co robicie jest słuszne, czy ma sens? Bo ja tak często mam. Nasze charaktery są różne i w sumie dobrze, bo zanudzilibyśmy się na śmierć. <pamiętacie taki program ,,Śmierć na 1000 sposobów”… tam zawsze umierał ten ZŁY, do dziś nie wiem dlaczego tak nie jest w prawdziwym świecie i nie udało dowieść mi się istnienia karmy>

Zawsze chciałam spotkać ludzi tak zdrowo szurniętych jak ja. Takich, co mają to co ich otacza totalnie w dupie, a zajmują się mega nietuzinkowymi rzeczami. Taką osobę, która potrafi na środku ogromnego miasta zatańczyć waka waka i ma to gdzieś, czy ktoś to widzi, czy nie. Często znajduje takich ludzi na Youtube, ale prawda jest taka, czy to co pokazują to czyste aktorstwo, czy coś w tym jest. No bo wiecie nie każdy kabareciarz musi mieć beke każdego dnia, jak nie każdy pedofil ogląda My Litte Pony, nie każdy wokalista jest dobry… weźmy taką Mandarynę. Coś w tym jest.

Ja osobiście chciałabym wiele rzeczy robić, ale niektórych nie mogę, bo albo mi się znudzą, albo nie mam z kim robić np takiego cholernego jutuba. A jutuberzy są mega spoko. Dlatego chciałabym znaleźć takie właśnie ,,Orki z Majorki”, żeby było wesoło:

UWAGA: Nie polecam oglądać tego przed sesją, egzaminem, gdyż melodia przez Was w filmiku usłyszana, może być zbyt mocno w głowie powtarzana.

,,Orki to takie pandy, tylko, że w wodzie i mają płetwy” – faktycznie coś w tym jest.

A ja osobiście marze, żebym kiedyś poznała tak pozytywnych ludzi na swojej drodzę i się z nimi zaprzyjaźniła. O takich fajnych, ciekawych charakterkach. Tego i Wam życzę.

Dziwna, pozytywnie szurnięta, nieśmiała, zakompleksiona… gaduła.

 

A chciałabym być taka złowroga, żeby powiedzieć komuś w twarz co myślę. Czasami… ale cóż pozostaje mi być złowrogim balonikiem :D

A Wy jakimi słowami moglibyście opisać swój charakter? Pozdrawiam -> Beatrycze.

Problemy współczesnego świata – samotność.

Hejka wszystkim. Tak jak zapowiedziałam, każdy sezon będzie miał notkę z serii ,,Problemów współczesnego świata” i tak jest też teraz. Mam straszne wyrzuty sumienia, że jest u mnie taki chaos w pisaniu, nie trzymam się treści… ale chyba najważniejsze jest to, że nie zlewam Was i piszę szczerze. Chociaż kiedyś obiecałam sobie, że własnych problemów nie będę przelewała na bloga… postaram się tego trzymać. Ale dzisiaj zbocze z toru.

Żyjemy w zablokowanym internetowo świecie- śmietniku. Otacza Nas jedna wielka chujnia. Dookoła mamy ludzi, którzy kiedyś żyli, ale dzisiaj się pozamykali w pokoju i cholera wie, co dokładnie robią. Przynajmniej mnie to zawsze zastanawiało. Tak – zastanawiało mnie, co robią ludzie, którzy siedzą w domu i nie chcą iść na spacer… nie chcą nic robić. Czy oglądają swój ulubiony serial, czy grają w bierki <swoją drogą można jeszcze kupić bierki?>, sprzątają, a może oglądają My Little Pony przy zasłoniętych oknach. Ja nie wiem. I może nie chcę wiedzieć.

Boli mnie to, że nie jest tak jak było kiedyś… że już tak nie będzie. Nigdy.

2015-08-05 09.50.02

Kocham to zdjęcie

Marzę by wrócić do czasów, kiedy spędzało się z najlepszą przyjaciółką całe dnie, nawet jak było na minusie. Mama wołała do domu, a my nie. Później choroba, ale co tam. Zarazki były codziennością.  Nikt nie chciał iść spać, wrócić do domu. Spędzało się czas gromadami, nie patrzyło się na to ile masz w portfelu, ani jakie masz zainteresowania. Nie było czegoś takiego jak obciach… wstyd. Ale do rzeczy…

To moi obecni przyjaciele: od lewej -> Stefan, Gertruda, Andrzej, Jakub i Falicja

To moi obecni przyjaciele: od lewej -> Stefan, Gertruda, Andrzej, Jakub i Felicja

… dzisiaj każdy gdzieś rusza i ma nas w dupie. Znajdują sobie chłopaków, dziewczyny… żenią się, mają dzieci, a nawet jak nie mają to siedzą na dupie i nic nie robią. Nic.To mnie strasznie boli, że moja Mama ma lepsze życie towarzystkie niż ja… ba, niż większość moich rówieśników. Nie chcę spedzać życia na Facebooku. Ale już mam dość wieczorów, samotnych… kiedy nikt nawet do Ciebie nie przyjdzie, bo za zimno. Ten tydzień, był jednym z najgorszych w moim życiu. Postanowiłam się samowolnie do nikogo nie odzywać, ale chęć porozmawiania była silniejsza ode mnie. W zeszłą niedzielę poprosiłam o spotkanie… nikt nie miał czasu, każdy obiecał, że w tygodniu się ze mną spotka, porozmawia. Nikt się nie spotkał, każdy zlał ciepłym moczem. Dopiero niedawno spotkałam się z koleżanką, z którą dawno się nie widziałam i gdyby nie Ona to bym chyba się zamknęła w sobie. Strasznie mi z tym ciężko, że nikt nie ma dla mnie czasu. Czasami się zastanawiam co by było, gdybym tak popełniła samobójstwo. Pewnie nagle każdy by oprzytomniał.

Ale spokojnie nie zrobię tego. Samobójcy to cholerni egoiści, nie myślą o nikim innym tylko o sobie. I właściwie dlatego lubię tutaj pisać. Jestem dziewczyną z poczuciem  humoru, mega dystansem do siebie… uśmiechem. Ale wiedzcie, że czasem ten uśmiech to taka przykrywka. I nie uważam, że mi źle. Bo mi pewnie przejdzie, jak ktokolwiek mnie odwiedzi, choćby na siłę. Jestem słaba. Nie mówię NIE. Przyjmuje każdego, byle ktokolwiek ze mną był.

Wybaczcie, że znowu piszę o SOBIE… kolejna notka będzie o Magdzie Gessler. Nie no żartuje, ale nie o mnie.

Przez to co się dzieje jakoś nie mogę się pozbierać. Wszystko mnie boli… psychicznie. I ja naprawdę nie wiem, co Ci ludzie robią w domach. I może nie chcę wiedzieć. Jakkolwiek to brzmi… cieszę się jednak, że mam rodzinę, która zawsze mi pomoże. Tak czy siak postawiłam sobie parę kroczków i postanowiłam znaleźć sobie nowych znajomych, tamtym dając szansę na oprzytomnienie. Sama się na pewno nie odezwę. Życzcie mi szczęścia… pozdrawiam -> Beatrycze.

Być jak Stuart Malutki.

Hejka Wam wszystkim! Tamdadadam, zaczynamy od suchara:

 Jak się nazywa lekarz, który leczy pandy?

- Pandoktor.

foch4eversezon32.jpg

A oto kolejny wpis z serii naszego balonika, który dzisiaj nawet ma dobry humor, bo się wyspał. Bajdełej, dzisiaj chciałabym poruszyć temat o którym jakoś mało się gada. I nie nie będzie o bajce <chociaż moje drugie ja mówi mi, że szkoda>, ale będzie o tych ludziach takich wielkich przy których my, szare myszki, czujemy się jak ta myszka w tytule. Mam nadzieję, że nie jebnęłam byka w imieniu owej myszulki.

Jak idziecie na studia, pierwszy dzień, zastanawiacie się nie tylko po chuj na nie poszliście <chociaż to bardziej dochodzi do Was w czasie sesyjki>, ale także czujecie się tacy malutcy. Wiecie, że nie wiecie co i jak. Tak samo jak szliście do przedszkola, podstawówki… i wchodzicie w szary świat zmodyfikowany przez przedstawicieli wyższej sfery, którzy NAPRAWDĘ wiedzą co zrobić z małymi dzieciakami i jak przerobić te kolorowe uśmiechnięte mordki w korpo świrów. Najgorzej jest wtedy, kiedy znajdziemy swoje ja, a później okaże się, że to ,,ja” nie było tym, czego szukaliśmy. Coś jak Chylińska i pisanie książek, albo gościu męczący się w tym czego nie znosi tylko po to by zarobić. Jak to mówił Niekryty Krytyk… nie idź na biolchema, tylko dlatego, że Twoja koleżanka lubi chemie, a Ty nie wiesz o co chodzi z tą kolorową tablicą i ledwo co masz dwóje z tego przedmiotu. Czy jakoś tak… na szczęście w nieszczęściu są jeszcze płatne studia, gdzie przyjmą Cię z otwartą ręką gdziekolwiek chcesz…. o ile masz kasę, no a z tym ciężko.

Jeszcze jak jesteście takimi złowrogimi balonikami jak ja to w ogóle ciężko. Nie umiesz się wydrzeć, pokazać swojej MOCY. No bo jej nie masz… i siedzisz jak mysz pod miotłą. Najchętniej zamknąłbyś się w pomieszczeniu i pojękiwał <jakkolwiek to brzmi>, bo świat jest głupi, a Ty do tego nie umiesz się przystosować. Bo tak jest. Przynajmniej ja tak mam. A nie chcę być korpoświrem. Chcę w życiu robić coś, co kocham, co chociaż po części będzie mi sprawiało przyjemność i przy tym wszystkim chcę pozostać sobą. Ubraną na czarno, dziwną i specyficzną jednostką.

I od dzisiaj zaczne to robić, albo spróbuje. Spróbuje wybić się na tym co kocham. Z energią niczym ludzie śpiewający gospel. Życie jest za krótkie, aby nie próbować.

A Wy co chcielibyście robić za 10 lat? Dążycie do tego? Pozdrawiam -> Beatrycze.